niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 9.

/Oczami Harrego/:
     Włączyłem radio i spojrzałem na Kate. Zmieniała kanały, aż w końcu wybrała ten, na którym leciał zespół Imagine Dragons. Uśmiechnąłem się do niej, ale w środku się denerwowałem. I nie chodzi o to, że stresowałem się naszą randką, o ile można tak to nazwać, ale tym, że ktoś nam przeszkodzi. I mimo, że wyglądała jak zwykle ślicznie, to było mi smutno. Spodziewała się tego, więc nie założyła jakiejś fajnej sukienki, w które stroją się dziewczyny. A tak chciałem zobaczyć jej nogi.
- Co się tak cieszysz? - wyrwała mnie nagle z myśli.
- Tak poprostu - odparłem i spojrzałem na jej wzorzyste spodnie.
- Gdzie je kupiłaś?
- Nie pamiętam. Pewnie je dostałam. O tak, na urodziny, to było napewno na urodziny.
     Nawet nie byliśmy w połowie drogi, gdy trafiliśmy na korek. I wtedy się zaczęło. Do samochodu podeszły trzy dziewczyny i zapukały niepewnie w szybę. Uśmiechały się uroczo i machały mi, czekając aż otworzę okno.
     Zrobiłem sobie z nimi zdjęcia i póki staliśmy w tamtym miejscu rozmawialiśmy. Kate też się włączyła i wcale nie wyglądała na zdenerwowaną. Wręcz przeciwnie - to ona czasem ciągnęła rozmowę. Jednak miałem już dość. Co chwilę ktoś nas wołał, pukał w szybę, chciał zdjęcia. W ten sposób nigdy nie dojechalibyśmy na miejsce.
- Harry, uśmiechnij się - położyła rękę na moim ramieniu, co mnie troszkę uspokoiło.
     Kąciki moich ust się uniosły, nie wiem czy dlatego, że chciała, czy dlatego, że to zrobiła. Czułem się lepiej wiedząc, że jej to nie irytowało. Kiedy byłem z Taylor czy Kendall one wytrzymywały, ale do czasu. Potem robiły się marudne.
     Uratował nas korek, a raczej jego koniec. Jechaliśmy już normalnie i po chwili wysiedliśmy z auta.
- Gdzie teraz? - spytała, rozglądając się.
- Będziemy musieli iść kawałek - powiedziałem, patrząc na przechodniów, których uwagę zwróciłem.
- Nic nie szkodzi.
Próbowaliśmy rozmawiać, ale często nam ktoś przerywał, a wtedy zaczynała się śmiać, wiedząc, że zaczyna mi to trochę przeszkadzać. Ale fani to fani. Zawsze mam i zawsze będę miał dla nich czas. Żeby zrobić sobie choć z nimi zdjęcie. Nagle zadzwonił jej telefon.
- Halo? Umm...zgadłaś, jeszcze nie.
- Mógłbyś objąć moją córkę? - spytał jakiś mężczyzna, trzymając w ręku telefon.
Zrobiłem to o co poprosił i wymieniłem nawet kilka zdań z dziewczyną, a raczej dziewczynką, bo ileż mogła mieć lat? 12?
     Kiedy robiłem sobie zdjęcie z jakimś chłopakiem, spojrzałem na Kate. Stała nadal i rozmawiała, patrząc na mnie i się śmiejąc. Kiedy nasz wzrok się spotkał, odwróciła głowę z uśmiechem. "Jest taka urocza, a ja zamiast ją zabrać w końcu na tą randkę, to co chwilę się zatrzymuję i robię zdjęcia" pomyślałem.
- Wiesz co, Harry? - zaczęła, kiedy już szliśmy spokojniejszą ulicą.
- Hm?
- Zazdroszczę Ci - powiedziała i odwróciła głowę w moją stronę.
- Czego? Tego, że nie mogę nawet spokojnie przejść przez ulicę? - spytałem i aż się wystraszyłem, bo ton, którego użyłem, mógł ją trochę zniechęcić do rozmowy.
- Nie, choć coś w tym jest - zaśmiała się - ale za to potrafisz uszczęśliwić kogoś tylko jednym zdjęciem.
- Tak, masz rację...
- Ile dziennie robisz sobie takich zdjęć?
- Um nie wiem... ze sto... może ponad.
- Ja nie potrafię uszczęśliwić nawet trzech osób.
- Ale uszczęśliwiasz mnie, a to jest dla mnie najważniejsze - powiedziałem, a ona się zaśmiała.
- Nie wiedziałam, że aż taki z Ciebie egoista.
- Nie jestem egoistą - zaprzeczyłem szybko.
- No przecież wiem, jesteś kochany - trąciła mnie lekko, a ponieważ  byłem roztargniony, potknąłem się.
Zaczęliśmy się śmiać i po chwili znów złapałem ją na tym, jak odwraca wzrok, kiedy na nią patrzę. "Droczysz się ze mną?"
     Rozmawialiśmy wciąż o niczym i nawet o tym nie myśląc, dotknąłem jej dłoni od wewnętrznej strony, jakbym chciał ją chwycić za rękę. Ona odsunęła ją jednak, a po chwili zrobiła się czerwona. Poczułem się strasznie głupio i tak się zdenerwowałem, że zacząłem jej opowiadać żarty typu "Puk puk. Kto tam?". A ona udawała, że ją śmieszą.
- To tu...
- Styles!
Obejrzałem się i dostrzegłem grupę moich znajomych. "No świetnie".
- Cześć Harry - zaczęli się ze mną witać.
- Siema, stary.
- Hej, co wy tu robicie? - spytała Anastasia, jedna z moich koleżanek.
- Umm przyszliśmy... - zastanowiłem się chwilę i wymyśliłem odpowiedź - na pizzę.
- Mieliśmy być większym gronem, ale nas wystawili i udali się na imprezę, do tego znanego klubu. Wy nie idziecie?
Spojrzałem na Kate, która przysunęła się ku mnie i poczułem się lżej, wiedząc, że mam u niej wsparcie. Albo była jakimś medium i domyślała się wszystkiego, albo nie potrafiłem skrywać emocji.
- Miranda nas namawiała, ale rozmyśliliśmy się - odparła Cara, która się uśmiechnęła.
Spojrzałem na Katie i ledwo powstrzymałem się od śmiechu. Wiem, że jest jej fanką. Ma w telefonie mnóstwo jej zdjęć i często czyta o niej w necie. Dlatego w jej oczach zauważyłem pewne zaskoczenie.
     Przedstawiłem ją każdemu z moich znajomych i po dłużącej się dla mnie rozmowie, pchnąłem ją lekko w kierunku wejścia do pewnej z kawiarenek na tej ulicy.
- Hej, a może zjemy z wami?
- Skoro, mieliście zamiar wyjść większą paczką, to nie będziemy przeszkadzać - dodał Nev.
Wziąłem głęboki oddech i postanowiłem ich poinformować, że zmieniliśmy plany, gdy Adriana podeszła do Kate.
- Będziesz miała coś przeciwko?
- Nie, wręcz przeciwnie - odparła z uśmiechem, patrząc na mnie, po czym spuściła głowę.
- W takim razie chodźmy!

/Oczami Kate/:
     Trochę się wstydziłam jego znajomych i czułam się skrępowana, bo widziałam ich po raz pierwszy, ale panowała między nimi przyjazna atmosfera i to dało się poczuć. Niestety ludzie i paparazzi zauważali nas teraz jeszcze bardziej i nie dało się już w żaden sposób tego uniknąć. Widziałam minę Harrego. Był zły sam na siebie i miałam wrażenie, że zaciska nawet pięści, ale mimo to potrafił doskonale udawać, że pasuje mu ten pomysł. Był cały czas blisko mnie, żebym nie czuła się sama w tym małym 'tłumie', ale unikał mojego wzroku, co oziębiło nieco sytuację. Było mu przykro przez co mi - także.
     Weszliśmy do jakiejś pizzerii i poczułam jak oczy ludzi skierowane są na nas. Poszliśmy w głąb lokalu i usiadłam, dosłownie pchnięta, między dwoma dziewczynami. Zajęliśmy duży okrągły stolik z kanapą wokół. Spojrzałam na Harrego. Siedział po drugiej stronie stołu, a obok niego Nick Grimshaw. Nie lubiłam go i czułam się głupio, gdy na mnie patrzył lub uśmiechał się do mnie.
- Co pijecie? - spytał jakiś chłopak i wszyscy zaczęli się przekrzykiwać.
- A Ty? - spytała siedząca obok mnie blondynka.
- Sok - odpowiedziałam cicho.
- Pomarańczowy?
- Mhm - kiwnęłam głową i odsunęłam się lekko, bo zaczynało mi się robić ciasno. To był zdecydowanie za mały stolik jak dla tylu osób.
     Przyglądając się grupce, zauważyłam, że Harry i Nick rozmawiają ściszonymi głosami.
- Stary, co Ty robisz.
- To moja wina? Musieliście się akurat tutaj kręcić? - spytał z pretensją chłopak, o kręconych włosach.
- Tak wyszło. Ale to też twoja wina. Czemu nie dałeś mi jakiegoś znaku?
- Znaku?
- Wymyśliłbym coś, zabrałbym ich gdzieś.
Harry rozłożył bezradnie ręce i położył je na stole.
- Przecież wiem, że Ci się podoba - zaczął szeptać Nick - ładna, pewnie fajna dziewczyna, a musi się tu z nami teraz kisić.
     Nie wiem czy to możliwe, ale moje zdanie o Nicku zmieniło się o 180 stopni. Uśmiechnęłam się, kiedy to mówił. Brałam go za aroganckiego, pewnego siebie kolesia, który za wszelką cenę próbuje zwrócić na siebie uwagę, ale napewno się myliłam skoro Styles uważał go za przyjaciela. Poczułam się trochę jak te pokemony, które oceniają każdego człowieka po tym co się o nich słyszy i mówi.

     Było już ciemno i zapewne późno. Tak jak wcześniej dawało się wytrzymać, tak teraz chciało mi się płakać. Harry wypił chyba dwa lub trzy drinki i totalnie rozbawiony rozprawiał z koleżkami. A ja siedziałam między jego koleżankami i musiałam słuchać wszystkiego, o czym mówiły. Od ścisku robiło mi się niedobrze, a od podniesionych głosów bolała mnie głowa.
     - Przepraszam - powiedziałam i podniosłam się z siedzenia, przerywając tym rozmowę dziewczyn.
Wzięłam torebkę i zaczęłam się przepychać między kolanami pozostałych, a stołem.
- Gdzie idziesz? - spytał ktoś, a ja nawet nie wiedziałam kto.
- Do łazienki.
     Udałam się prędko do pomieszczenia, w którym wreszcie poczułam, że mogę oddychać. Weszłam do jednej z kabin i usiadłam na zamkniętej desce. Moje oczy się zaszkliły, a ja tylko brałam głębokie w dechy, żeby nie pozwolić łzom popłynąć. Po skorzystaniu z toalety umyłam ręce i przeczesałam włosy.
-  Miało być tak miło - szepnęłam do siebie ze złością i w tej samej chwili po moim policzku spłynęła łza.
     Wzięłam chusteczkę i wytarłam mokre oczy. "Dobrze, że Victoria kupiła przez przypadek wodoodporny tusz" pomyślałam. Spojrzałam na ekran telefonu i zauważyłam, że wysłała mi smsa o treści "Jak tam? :)", ale nie chciało mi się już odpisywać. Zresztą - ona pewnie świetnie się bawi na imprezie z chłopakami.
- Dobry wieczór. Chciałabym zamówić taksówkę.
W tej chwili uświadomiłam sobie, że nie wiem nawet gdzie jestem. Zawiesiłam połączenie i szybko sprawdziłam w nawigacji telefonu. Wreszcie mi się na coś przydała ta funkcja. Podałam adres mężczyźnie i rozłączyłam się.
Siedziałam na białym blacie między dwoma umywalkami i czekałam. Uchyliłam lekko drzwi i zauważyłam samochód czekający na mnie. Spojrzałam jeszcze raz w lustro, po czym wyszłam z łazienki. Zatrzymałam się przed drzwiami na zewnątrz i cofnęłam się do stolika.
- Przepraszam...- powiedziałam, ale nikt mnie nie zauważył.
Zdenerwowana podniosłam głos.
- Ej!
Blondynka, obok której wcześniej siedziałam, spojrzała na mnie zdziwiona.
- Mogłabyś mi podać moją bluzę? - spytałam, nachylając się, by usłyszała. Nie miałam ochoty zdzierać gardła.
- Proszę - podała mi ją - Idziesz już?
- Tak.
- Czekaj! - zatrzymała mnie, łapiąc za ramię - A Hazza?
Spojrzałam na niego. Opowiadał pozostałym jakiś kawał.
- Powiedz mu, że się źle czułam.
- Masz jak wrócić? Może pójdę z Tobą, skoro Ci niedobrze.
Uśmiechnęłam się do niej ciepło, w wyrazie wdzięczności za troskę.
- Nie trzeba, dam sobie radę sama.
- W takim razie do zobaczenia - powiedziała i patrząc nadal na mnie, włączyła się do słuchania dowcipów.
     Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i rozluźniłam się, a przynajmniej spróbowałam to zrobić.

- Niech mnie pan tu wysadzi, dobrze?
- Jak sobie pani życzy.
Zapłaciłam należącą mu się kwotę i wyszłam na małą uliczkę. Do domu było już blisko, dlatego postanowiłam się przejśc. Było cicho, mimo że była dopiero 21:36. Szłam bardzo powoli. Można by rzec, że praktycznie ruszałam się jak żółw, nabierając i zachwycając się wciąż świeżym powietrzem. Stanęłam przy bramce, która po chwili się otworzyła i wyjęłam z kieszeni klucze. Weszłam do domu i rzuciłam rzeczy na szafkę. Popatrzyłam na kuchenny zegarek. Wskazywał 22:13.
- A niech cię szlak trafi Styles!

     Siedziałam na parapecie i z głową opartą o szybę okna, wpatrywałam się w przestrzeń za oknem i nuciłam jakieś piosenki. Prawy rękaw był mokry od łez, które nim wycierałam. Było mi przykro. Zawsze to ja byłam ta, która się niczym nie przejmowała i dzielnie znosiła to, jak ją traktowało życie. A teraz byłam w pustym domu, bo zachciało mi się wyjść gdzieś z Harrym. Harry Styles. "Uroczy chłopak"
- Szczególnie jak opowiada te swoje żenujące żarty - zaśmiałam się sama do siebie, kpiąc z niego.
     Wystraszyłam się ogromnie, gdy usłyszałam jak drzwi wejściowe się otwierają.
- Halo! Kate? Jesteś?
Zaglądnęła do salonu i zatrzymała się.
- Co się stało?
- Nic właśnie się nie stało - odparłam.
- Miałaś do mnie napisać albo zadzwonić jak coś - zaczęła, rozbierając się. Przeszła przez salon i usiadła obok mnie - Co jest.
- Nic - wzruszyłam ramionami.
- To co robisz w domu?
- To chyba też mój dom prawda? Czy nie? - warknęłam.
Przechyliła głowę, patrząc na mnie i odsunęła się trochę.
- Trudna jesteś - powiedziała i wstała.
- Nie gorsza niż ty.
Stała przez kilka chwil w bezruchu i zauważyłam jak zaczynają jej się trząść dłonie. Zignorowała to, co powiedziałam i w jaki sposób to zrobiłam i przeszła do kuchni. Wyciągnęła z szafki dwa kubki i postawiła je na stole, po czym jeden z nich przewrócił się, pchnięty niechcący jej ręką.
- Zimne czy ciepłe? - spytała drżącym głosem.
- Ciepłe - odparłam - Czemu nie jesteś na imprezie?
- Harry do mnie dzwonił... - powiedziała cicho - Nie chciałam, żebyś była sama.
     Obserwowałam ją, jak wsypuje kakao i miałam wyrzuty sumienia. Warczałam na nią i patrzyłam, jakby zrobiła mi krzywdę, a ją przecież można tak łatwo zranić. Walnęłam się ręką w czoło i poczułam znów złość, ale tym razem na siebie.
     Wzięła do ręki kubki i przyniosła je na parapet. Usiadła na podłodze na dywanie i oparła się o stolik. Trwałyśmy w ciszy, która pierwszy raz stała się dla mnie niezręczna. Vicki upiła łyk kakao i podniosła wzrok z miękkiego dywanu na mnie.
- Wiesz, Katie, to nie wina Harrego, że przerwali wam jego znajomi - powiedziała delikatnie, jakby spodziewała się zaraz mojego wybuchu.
Westchnęłam i poczułam znów to głupie uczucie kiedy jednocześnie czujesz gniew i chce Ci się płakać.
- To nawet nie chodzi o to, że nam przerwali, oboje się tego obawialiśmy i wiedzieliśmy, że to prawdopodobne, że ktoś to zrobi.
Napiłam się łyka ciepłego napoju.
- Wiesz, co mnie wkurzyło? Że siedziałam tam z nimi i nawet nie zwracał na mnie uwagi. Oni wszyscy rozmawiali i śmiali się, a ja nie miałam co robić. W dodatku musiałam zwracać się do każdego 'ej', bo nawet nie mogłam zapamiętać ich imion. Nikogo nie interesowało, że tam jestem. A on nawet nie zauważył, że wyszłam.
Poczułam jak po moich policzkach spłynęły pojedyncze łzy. Wytarłam je natychmiast.
- Przecież do mnie dzwonił. Do Ciebie napewno też - zaczęła.
- Tak - wzięłam do ręki telefon, a po sprawdzeniu połączeń rzuciłam go na łóżko - Dokładnie 27 minut po tym, jak zniknęłam.
- Z tego co słyszałam, wypił trochę...to może tłumaczyć jego zachowanie.
- No, popił sobie troszkę - przytaknęłam.
Wzięła do ręki mój telefon i odblokowała go.
- 4 smsy i 19 nieodebranych połączeń. Może powinnaś oddzwonić?
- Nie - burknęłam.
- Już nie musisz - powiedziała i spojrzała na mnie, podając telefon - dzwoni.
Spojrzałam na ekran. Rzeczywiście, wyświetlało się na nim jego zdjęcie, ale nie słychać było żadnej melodii, bo wyciszyłam specjalnie telefon.
- Nie mam ochoty.
- To ja z nim porozmawiam, ok?
Znów wzruszyłam ramionami, po czym odebrała.
- Harry, czekaj nic nie mów, to ja - zaczęła z dziwną miną, jakby usłyszała coś, czego nie powinna - Kate jest zmęczona. Zaraz idzie spać.
- Masz rację - rzuciłam i wypiłam kolejny łyk kakao.
- Harry, no.
Vicki poszła do kuchni, a ja za nią, więc wciąż słyszałam, co do niego mówi.
- Nie obchodzi mnie to. Ugh. Zrozum, ona nie chce z Tobą gadać. Cokolwiek zrobiłeś patafianie, mi też się oberwało, więc się zamknij. Słucham? Aha, czyli to, że jesteś moim idolem znaczy, że mam Cię tylko komplementować? Jutro. Jutro pogadamy. I tak Cię kocham. Jak brata, głąbie. Nara.
     Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka. Bolała mnie głowa, więc Vicki dała mi jakąś tabletkę i zostawiła wodę na szafce nocnej. Mimo że byłam zmęczona, nie mogłam zasnąć. Patrzyłam w okno i myślałam o dzisiejszym dniu oraz wyobrażałam sobie, co powie mi Harry przy najbliższym naszym spotkaniu. Napewno zapowiadało się ciekawie.

______________________________________________________________________________

Hejcia. Mam nadzieję, że rozdział wystarczająco długi, starałam się :) Planowałam go trochę inaczej, ale no cóż - tak wyszło lol.
Bądźcie zdrów i wesel
Chcę pokoju dla świata
peace and love
xxxxxx

1 komentarz:

  1. Jprdl jprdl wiesz, że sie kuźwa rozpłakałam ! Xd weź wydaj to jako książke ! <3

    OdpowiedzUsuń