środa, 17 października 2012

Rozdział 1.

/Oczami Vicki/:
     Znów dzwoniła do mnie mama, a ja po raz kolejny nie odebrałam. Nie chcę z nią rozmawiać. Nie zamierzam tam wracać, ani jej przepraszać. To jej wina. Mogła być dla mnie wyrozumiała, ale zawsze musi być tak jak ona chce. Kocham ją i chciałabym, żeby mnie zrozumiała. Potrzebowałam uciec z tamtego świata, tak bardzo ciągnęło mnie do Londynu. Poza tym tak długo nie widziałam swojej babci.
- Vicki, chodź bo się spóźnimy - wyrwała mnie z przemyśleń Kate. Dziś pierwszy dzień w pracy.
- Idę Kate - odpowiedziałam i zbiegłam do niej na dół.
     Kawałek drogi przejechałyśmy autobusem, a potem szłyśmy na piechotę. Gdy dotarłyśmy na miejsce, bardzo nam się tu podobało. Weszłyśmy do środka, a tam przywitała nas Mary.
- Cieszę się, że już jesteście. Rozbierzcie się, to wszystko wam pokażę - Ściągnęłyśmy kurtki i poszłyśmy za nią. Kiedy skończyła pokazywać co gdzie jest i co mamy robić, do lokalu weszła jakaś kobieta - No to co. Mam nadzieję, że dobrze obsłużycie tą panią - powiedziała i zniknęła gdzieś na zapleczu.

/Oczami Kate/:
     Kiedy skończyłyśmy pracować, przebrałyśmy się i pojechałyśmy autobusem do Tesco. Zrobiłyśmy zakupy i wróciłyśmy do domu. Babcia mówiła, że nie musiałyśmy, ale ja i Vicki wiemy swoje. Moja przyjaciółka jest 'forever hungry'. Poszłyśmy do swojego pokoju i rzuciłyśmy się na łóżko.
- Vicki... Mama do mnie dzwoniła - powiedziałam.
- I co mówiła ? - spytała wpatrując się w biały sufit.
- Za trzy dni w naszym województwie są ferie i trwają dwa tygodnie.
- No wiem, ale co z tego ?
- Mamy być w domu przed ich zakończeniem - odpowiedziałam, a ona podniosła się i popatrzyła na mnie.
- Nie - rzuciła oschle - Chyba nie zamierzasz wrócić ?
- No nie - odparłam - Chodźmy na spacer.
     Ubrałyśmy się ciepło. Vicki nie mogła poradzić sobie z zawiązaniem szalika, co mnie rozbawiło. Pomogłam jej i wkońcu mogłyśmy iść. Poszłyśmy do jakiegoś parku, który był niedaleko. Szłyśmy powoli po asfaltowym chodniku, gdy nagle moja przyjaciółka schowała się za drzewem.
- Vicki ? Co Ty robisz ? - podeszłam bliżej, a ona wyskoczyła i walnęła mnie śnieżką, po czym znów się schowała.
- O Ty ! - zaczęłyśmy bitwę na śnieżki, ale po chwili musiałyśmy ją przerwać - Vicki ! Stop ! Czekaj ! Nie mam rękawiczek i strasznie mi zimno !
- Boże - westchnęła - Co Ty byś beze mnie zrobiła ? - wyciągnęła z kieszeni dodatkową parę i dała mi.
- Pewnie bym zamarzła na śmierć - odpowiedziałam.
- Budujemy bałwana ? - spytała z entuzjazmem i pobiegła na trawę.
- Okej ! - krzyknęłam.
     Kiedy ulepiłyśmy połowę bałwana, Vicki zauważyła jakiś trzech chłopaków przechodzących obok. Pomachała im, a oni zrobili to samo.
- Budujecie z nami ? - spytała głośno, a oni podeszli bliżej.
- No to do roboty - powiedział jeden z nich patrząc mi w oczy z uśmiechem przez co się zaczerwieniłam.
W pięć osób budowało się znacznie szybciej. Znalazłyśmy jakieś kamyki, które posłużyły nam z guziki, tak samo jak gałązki, które zastąpiły ręce. Ale mieliśmy problem z nosem. W pewnej chwili, Vicki wyciągnęła z kurtki marchewkę. Popatrzyliśmy na nią lekko zdziwieni.
- Nosisz przy sobie marchewkę ?
- No co. Lubię marchewki.
     Skończyliśmy bałwana i razem z chłopakami zrobiliśmy sobie zdjęcie na pamiątkę. Wróciłyśmy do domu całe przemoknięte. Założyłyśmy szerokie długie koszulki, dresy i nasze ulubione skarpetki frote. Ja mam w elfy, a Vicki w renifery. Zrobiłyśmy sobie kakao i przypominałyśmy sobie śmieszne historie, które nam się przydarzyły. Do naszego pokoju weszła babcia.
- Vicki, dzwoniła Twoja mama. Pytała czemu nie odbierasz od niej telefonu.
- A nie przyszło jej do głowy, że może nie chcę z nią rozmawiać ? - Vicki popatrzyła na swoją babcię.
- No tak, ale to wkońcu Twoja mama. Mogłybyście się pogodzić.
- Zgoda oznaczałaby mój powrót do domu. Nie zamierzam jej przepraszać. Babciu kocham Cię, ale nie psuj mi humoru. Proszę.
- Jak chcesz kochanie - odparła babcia i wyszła.
Długo siedziałyśmy i gadałyśmy. Zanim poszłyśmy spać, pośpiewałyśmy jeszcze kilka piosenek. Wkońcu zrobiło się naprawdę późno, więc umyłyśmy się i położyłyśmy się lulu jak to mówi babcia.

/Oczami Vicki/:
*dwa tygodnie później, tuż przed zakończeniem ferii*

- Vicki - Kate zaczęła ściągać ze mnie kołdrę, bo nie chciałam wstać z łóżka - Spóźnimy się do pracy, a przecież obiecałyśmy Mary, że będziemy punktualne.
- Już wstaję.
- Nie już tylko teraz !
- Jeszcze minutkę.
- Nie ! Przez całe dwa tygodnie mówisz mi 'jeszcze minutkę'. Wstawaj. Dzisiaj my otwieramy- walnęła mnie mocno poduszką, po czym wkońcu wywlokłam się z łóżka.
     Dzień zapowiadał się fajny. Umyłyśmy się, ubrałyśmy i ruszyłyśmy do pracy, ponieważ miałyśmy na 9:00. Otworzyłyśmy lokal i weszłyśmy do środka, gdzie było zdecydowanie cieplej niż na dworze. Przebrałyśmy się w białe koszule z muszkami, czarne spodnie i czerwone fartuszki tak jak zwykle i zabrałyśmy się do pracy. Pościągałyśmy krzesła ze stolików, które potem przetarłyśmy, Kate podlała kwiatki, ja poruszałam się trochę z mopem i posiedziałyśmy chwilę. Do lokalu weszła miło wyglądająca kobieta.
- Dzień dobry - przywitała ją Kate.
- Dzień dobry - odpowiedziała kobieta - Czy mogłabym prosić o dobrą kawę ?
- Oczywiście - Kate podeszła do lady, o którą opierałam się znudzona - Zrób kawę.
Nie miałam narazie co robić, więc postanowiłam przygotować dla niej coś fajnego. Wzięłam filiżankę i zaczęłam bawić się tak jak w filmikach na YouTube, które lubię oglądać. Z tego wszystkiego wyszedł mi nawet fajny wzorek. Dałam trochę pianki, a na niej napisałam czekoladą "Good Morning To You :)" Kate zabrała napój i położyła na stoliku. Kiedy kobieta spojrzała w filiżankę uśmiechnęła się szeroko, co wprawiło mnie w dobry nastrój. Kiedy wychodziła, zostawiła duży napiwek co ucieszyło nas jeszcze bardziej.
     O 16:00 skończyłyśmy pracę i wróciłyśmy do domu. Następnego dnia było tak samo. "Vicki wstawaj - Jeszcze minutkę" itd. W drodze do pracy zastała nas burza. Lało i lało, aż śnieg, którego trochę było całkiem stopniał i wszystko zamieniło się w jedną wielką wodę. Na szczęście Kate miała swoją składaną parasolkę i nie zmokłyśmy. Przebrałyśmy się i zaczęłyśmy wszystko od nowa. W taką pogodę nikt nie wychodzi z domu, niby to jest Londyn, ale nie centrum, dlatego w kawiarni było pusto, bo co najwięcej 3 osoby. Stałam jak zwykle oparta o ladę i wystukiwałam palcami w rytm spadających kropli. Uwielbiam taką pogodę. Do tego jeszcze to słońce, którego rozstrzelone promienie wpadały przez szyby. Mary siedziała na stołku i wycierała szklanki, a Kate wpatrywała się w deszcz.
     W radiu zaczęło lecieć "Wings" zespołu Little Mix. Ja i Kate uśmiechnęłyśmy się do siebie, kiedy po cichu zaczęłam sobie śpiewać, a wtedy ona też. Młoda para zaczęła na nas patrzeć i się uśmiechać. Chyba im się nawet podobało, więc trochę się 'podgłośniłyśmy'. Podeszłam do ich stolika i położyłam na nim ich zamówienie. W tym czasie do lokalu wszedł mężczyzna. Odchodząc od stolika pokiwałam mu głową, tak jak Katie, nadal śpiewając, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. W radiu zmieniła się piosenka. Teraz leciał nasz ulubiony zespół One Direction z piosenką "One Thing". Od razu jak zawsze zaczęłyśmy to śpiewać. Mary przyniosła mi kartkę z zamówieniem mężczyzny, a ja się zabrałam do pracy. Ukroiłam kawałek ciasta i zrobiłam kawę. Tym razem wzięłam mleko i nie wiedząc co napisać, napisałam poprostu słowa piosenki "You've got  that one thing". Machnęłam jeszcze jakieś wzorki po bokach typu serduszka itp i zaniosłam to na jego stolik. Mam nadzieję, że nie pomyśli sobie, że się w nim zakochałam czy coś. Tak się rozśpiewałam, że w podskokach powędrowałam po szmatkę i zaczęłam przecierać zabawnie stoliki. Kate zebrała ze stolików filiżanki i talerzyki. Mężczyzna cały czas nas obserwował, a my nadal sobie śpiewałyśmy, śmiejąc się jednocześnie. Nagle muzyka ścichła, więc zmieniłam na jakiś inny kanał, gdzie leciała jedna z naszych najulubieńszych piosenek Eda Sheerana "The A Team". Po chwili jednak burza przerwała piosenkę i już całkiem przestała lecieć muzyka. Nie przejęłyśmy się tym i zaczęłyśmy śpiewać jeszcze głośniej.
- Mogłybyście robić za radio - roześmiała się Mary.
Do kawiarni wszedł kolejny mężczyzna, który przysiadł się do tamtego. Odwrócił się w naszą stronę i pokiwał głową. Potem zaczęli rozmawiać, dlatego przestałyśmy śpiewać, żeby im nie przeszkadzać. Mężczyzna poprosił o herbatę, więc nie mogłam sobie pozwolić na fantazje i poprostu zrobiłam tą herbatę. Z uśmiechem na ustach podeszłam do stolika, a oni go odwzajemnili. Ludzie w Londynie potrafią się uśmiechnąć. Nie to co w Polsce. Tam to by tylko marudzili.

     O 15:00 przebrałyśmy się i wyszłyśmy z pracy. Szłyśmy powoli brukowaną małą uliczką, na której nie było prawie nikogo. Po jakimś czasie usłyszałam jak ktoś idzie za nami, więc obejrzałam się odruchowo. To był mężczyzna z kawiarni. Zatrzymał się przed nami i spojrzał radośnie i z uśmiechem tak jak wtedy.
- Czy coś się stało ? - spytała Kate.
- Nie, nic. To znaczy, czy moglibyśmy porozmawiać ?
- Tak ? - przyjaciółka przytaknęła i czekała aż coś powie.
- Chciałbym usłyszeć jeszcze raz jak śpiewacie.
- Okej - powiedziałam i zaczęłam śpiewać na żarty to co w pracy.
- Nie tu - mężczyzna roześmiał się - W studiu nagraniowym.
- Mógłby pan powtórzyć ? - Kate popatrzyła na niego zdziwiona.
- Chciałbym, żebyście nagrały coś w studiu nagraniowym. Wiecie o co mi chodzi ? - powtórzył.
- O kurcze, patrz Kate, a Mary mówiła mi, żebym nie wdychała tych ziółek do herbaty - myślałam, że to tylko moja wyobraźnia. A myliłam się.
- Vicki ! Głupku ! To prawda ! - rzuciła się na mnie z radością, a ja jak zwykle nie ogarniałam o co chodzi.
___________________________________________________

A więc jest pierwszy rozdział :) Krótki, ale no tak jakoś mi się tu przerwało :> Fajnie by było zobaczyć komentarze ;) A trzeba też pamiętać, że ja się lubię odwdzięczać :D Papa xoxo

Prolog

Mamo,
Może to dziwne, ale chyba pierwszy raz przydaje mi się nauka pisania listu. Ale to jest nieważne. Wiem, że zrobiłam źle, ale poprostu tak musiałam. Tu nie jestem szczęśliwa. Brakuje mi czegoś. I zamierzam to odnaleźć, ponieważ chcę być szczęśliwa. To może być dla Ciebie szok, ale proszę, nie rób zamieszania. Ja chcę wreszcie być wolna. Nie miej do mnie o to żalu. Tak podpowiadało mi serce. Powiedz tacie i rodzeństwu, że ich kocham. Ciebie też. Nie jestem jeszcze pełnoletnia, wiem. Nie dzwoń do mnie. Obiecuję, że zrobię to kiedy będę na miejscu. Nie martw się o mnie, wszystko okej.
Vicki xxx

     Taki właśnie list Victoria zostawiła w kuchni na stole, kiedy razem z Kate postanowiły uciec. Wtedy nie wiedziały, jak bardzo zmieni się ich życie. Ale lecąc samolotem do Londynu, po raz pierwszy poczuły się wolne i szczęśliwe. Ten dzień zapamiętają do końca życia. 7 stycznia - dzień ucieczki do lepszego świata.
     Kiedy dziewczyny doleciały do Londynu, wsiadły w taksówkę i pokazały kierowcy adres, który Victoria napisała na kartce. Po kilkunastu minutach wysiadły przed piętrowym białym domkiem. Niepewnie ruszyły w stronę drzwi i nacisnęły dzwonek, który wydawał dość przyjemny dźwięk. Otworzyła im starsza pani, która pierwsze co zrobiła to mocno przytuliła swoją wnuczkę. Babcia nie wiedziała nic, więc wytłumaczyły jej, że uciekły. Na szczęście ta zrozumiała je i oddała im wolny pokój na górze, gdzie stało wielkie, miękkie i szerokie łóżko.
     Tak jak obiecała, Victoria zadzwoniła do mamy i wszystko jej opowiedziała. Ta jednak kazała jej wrócić. "Nie, mamo. Nie wrócę. Możesz tu sobie przylecieć, ale ja i tak do Ciebie nie wrócę" - to usłyszała mama, a następnie Victoria rozłączyła się. Wiedziała, że żadna mama nie zasługuje na coś takiego, ale czy to takie trudne do zrozumienia, że chciała być kimś innym ? Gdzie indziej ?

     Po zwiedzeniu Londynu dziewczyny były zachwycone. Jeszcze nigdy nie widziały tylu wspaniałych rzeczy. Do tego poznały mnóstwo miłych ludzi. Po tygodniu dziewczyny postanowiły zacząć zarabiać, co nie było łatwe. Potrzebowały dowodów osobistych, a Kate skończyła 18 lat 4 stycznia, więc jeszcze go nie miała. Victoria urodziła się dopiero 13 lutego. Wkońcu dziewczynom się poszczęściło i do pracy przyjęła je Mary, która jest właścicielką przytulnej kawiarni.

     Tak naprawdę, rodzice chcą dla nas dobrze i robią wszystko, żebyśmy byli szczęśliwi. Ale zabraniają nam tego, czego najbardziej nam potrzeba. Nie potrafią nas zrozumieć, ale to nie ich wina. Oni poprostu nie mogli spełnić swoich marzeń. Dlatego tak trudno im zrozumieć, że możemy chcieć od życia czegoś więcej. Czasem trzeba odpuścić i  dać szansę, a jeśli nam się nie uda, przyjąć nas z powrotem. A jeśli się uda, poprostu cieszyć się razem z nami.