Znów dzwoniła do mnie mama, a ja po raz kolejny nie odebrałam. Nie chcę z nią rozmawiać. Nie zamierzam tam wracać, ani jej przepraszać. To jej wina. Mogła być dla mnie wyrozumiała, ale zawsze musi być tak jak ona chce. Kocham ją i chciałabym, żeby mnie zrozumiała. Potrzebowałam uciec z tamtego świata, tak bardzo ciągnęło mnie do Londynu. Poza tym tak długo nie widziałam swojej babci.
- Vicki, chodź bo się spóźnimy - wyrwała mnie z przemyśleń Kate. Dziś pierwszy dzień w pracy.
- Idę Kate - odpowiedziałam i zbiegłam do niej na dół.
Kawałek drogi przejechałyśmy autobusem, a potem szłyśmy na piechotę. Gdy dotarłyśmy na miejsce, bardzo nam się tu podobało. Weszłyśmy do środka, a tam przywitała nas Mary.
- Cieszę się, że już jesteście. Rozbierzcie się, to wszystko wam pokażę - Ściągnęłyśmy kurtki i poszłyśmy za nią. Kiedy skończyła pokazywać co gdzie jest i co mamy robić, do lokalu weszła jakaś kobieta - No to co. Mam nadzieję, że dobrze obsłużycie tą panią - powiedziała i zniknęła gdzieś na zapleczu.
/Oczami Kate/:
Kiedy skończyłyśmy pracować, przebrałyśmy się i pojechałyśmy autobusem do Tesco. Zrobiłyśmy zakupy i wróciłyśmy do domu. Babcia mówiła, że nie musiałyśmy, ale ja i Vicki wiemy swoje. Moja przyjaciółka jest 'forever hungry'. Poszłyśmy do swojego pokoju i rzuciłyśmy się na łóżko.
- Vicki... Mama do mnie dzwoniła - powiedziałam.
- I co mówiła ? - spytała wpatrując się w biały sufit.
- Za trzy dni w naszym województwie są ferie i trwają dwa tygodnie.
- No wiem, ale co z tego ?
- Mamy być w domu przed ich zakończeniem - odpowiedziałam, a ona podniosła się i popatrzyła na mnie.
- Nie - rzuciła oschle - Chyba nie zamierzasz wrócić ?
- No nie - odparłam - Chodźmy na spacer.
Ubrałyśmy się ciepło. Vicki nie mogła poradzić sobie z zawiązaniem szalika, co mnie rozbawiło. Pomogłam jej i wkońcu mogłyśmy iść. Poszłyśmy do jakiegoś parku, który był niedaleko. Szłyśmy powoli po asfaltowym chodniku, gdy nagle moja przyjaciółka schowała się za drzewem.
- Vicki ? Co Ty robisz ? - podeszłam bliżej, a ona wyskoczyła i walnęła mnie śnieżką, po czym znów się schowała.
- O Ty ! - zaczęłyśmy bitwę na śnieżki, ale po chwili musiałyśmy ją przerwać - Vicki ! Stop ! Czekaj ! Nie mam rękawiczek i strasznie mi zimno !
- Boże - westchnęła - Co Ty byś beze mnie zrobiła ? - wyciągnęła z kieszeni dodatkową parę i dała mi.
- Pewnie bym zamarzła na śmierć - odpowiedziałam.
- Budujemy bałwana ? - spytała z entuzjazmem i pobiegła na trawę.
- Okej ! - krzyknęłam.
Kiedy ulepiłyśmy połowę bałwana, Vicki zauważyła jakiś trzech chłopaków przechodzących obok. Pomachała im, a oni zrobili to samo.
- Budujecie z nami ? - spytała głośno, a oni podeszli bliżej.
- No to do roboty - powiedział jeden z nich patrząc mi w oczy z uśmiechem przez co się zaczerwieniłam.
W pięć osób budowało się znacznie szybciej. Znalazłyśmy jakieś kamyki, które posłużyły nam z guziki, tak samo jak gałązki, które zastąpiły ręce. Ale mieliśmy problem z nosem. W pewnej chwili, Vicki wyciągnęła z kurtki marchewkę. Popatrzyliśmy na nią lekko zdziwieni.
- Nosisz przy sobie marchewkę ?
- No co. Lubię marchewki.
Skończyliśmy bałwana i razem z chłopakami zrobiliśmy sobie zdjęcie na pamiątkę. Wróciłyśmy do domu całe przemoknięte. Założyłyśmy szerokie długie koszulki, dresy i nasze ulubione skarpetki frote. Ja mam w elfy, a Vicki w renifery. Zrobiłyśmy sobie kakao i przypominałyśmy sobie śmieszne historie, które nam się przydarzyły. Do naszego pokoju weszła babcia.
- Vicki, dzwoniła Twoja mama. Pytała czemu nie odbierasz od niej telefonu.
- A nie przyszło jej do głowy, że może nie chcę z nią rozmawiać ? - Vicki popatrzyła na swoją babcię.
- No tak, ale to wkońcu Twoja mama. Mogłybyście się pogodzić.
- Zgoda oznaczałaby mój powrót do domu. Nie zamierzam jej przepraszać. Babciu kocham Cię, ale nie psuj mi humoru. Proszę.
- Jak chcesz kochanie - odparła babcia i wyszła.
Długo siedziałyśmy i gadałyśmy. Zanim poszłyśmy spać, pośpiewałyśmy jeszcze kilka piosenek. Wkońcu zrobiło się naprawdę późno, więc umyłyśmy się i położyłyśmy się lulu jak to mówi babcia.
/Oczami Vicki/:
- Vicki - Kate zaczęła ściągać ze mnie kołdrę, bo nie chciałam wstać z łóżka - Spóźnimy się do pracy, a przecież obiecałyśmy Mary, że będziemy punktualne.
- Już wstaję.
- Nie już tylko teraz !
- Jeszcze minutkę.
- Nie ! Przez całe dwa tygodnie mówisz mi 'jeszcze minutkę'. Wstawaj. Dzisiaj my otwieramy- walnęła mnie mocno poduszką, po czym wkońcu wywlokłam się z łóżka.
Dzień zapowiadał się fajny. Umyłyśmy się, ubrałyśmy i ruszyłyśmy do pracy, ponieważ miałyśmy na 9:00. Otworzyłyśmy lokal i weszłyśmy do środka, gdzie było zdecydowanie cieplej niż na dworze. Przebrałyśmy się w białe koszule z muszkami, czarne spodnie i czerwone fartuszki tak jak zwykle i zabrałyśmy się do pracy. Pościągałyśmy krzesła ze stolików, które potem przetarłyśmy, Kate podlała kwiatki, ja poruszałam się trochę z mopem i posiedziałyśmy chwilę. Do lokalu weszła miło wyglądająca kobieta.
- Dzień dobry - przywitała ją Kate.
- Dzień dobry - odpowiedziała kobieta - Czy mogłabym prosić o dobrą kawę ?
- Oczywiście - Kate podeszła do lady, o którą opierałam się znudzona - Zrób kawę.
Nie miałam narazie co robić, więc postanowiłam przygotować dla niej coś fajnego. Wzięłam filiżankę i zaczęłam bawić się tak jak w filmikach na YouTube, które lubię oglądać. Z tego wszystkiego wyszedł mi nawet fajny wzorek. Dałam trochę pianki, a na niej napisałam czekoladą "Good Morning To You :)" Kate zabrała napój i położyła na stoliku. Kiedy kobieta spojrzała w filiżankę uśmiechnęła się szeroko, co wprawiło mnie w dobry nastrój. Kiedy wychodziła, zostawiła duży napiwek co ucieszyło nas jeszcze bardziej.
O 16:00 skończyłyśmy pracę i wróciłyśmy do domu. Następnego dnia było tak samo. "Vicki wstawaj - Jeszcze minutkę" itd. W drodze do pracy zastała nas burza. Lało i lało, aż śnieg, którego trochę było całkiem stopniał i wszystko zamieniło się w jedną wielką wodę. Na szczęście Kate miała swoją składaną parasolkę i nie zmokłyśmy. Przebrałyśmy się i zaczęłyśmy wszystko od nowa. W taką pogodę nikt nie wychodzi z domu, niby to jest Londyn, ale nie centrum, dlatego w kawiarni było pusto, bo co najwięcej 3 osoby. Stałam jak zwykle oparta o ladę i wystukiwałam palcami w rytm spadających kropli. Uwielbiam taką pogodę. Do tego jeszcze to słońce, którego rozstrzelone promienie wpadały przez szyby. Mary siedziała na stołku i wycierała szklanki, a Kate wpatrywała się w deszcz.
W radiu zaczęło lecieć "Wings" zespołu Little Mix. Ja i Kate uśmiechnęłyśmy się do siebie, kiedy po cichu zaczęłam sobie śpiewać, a wtedy ona też. Młoda para zaczęła na nas patrzeć i się uśmiechać. Chyba im się nawet podobało, więc trochę się 'podgłośniłyśmy'. Podeszłam do ich stolika i położyłam na nim ich zamówienie. W tym czasie do lokalu wszedł mężczyzna. Odchodząc od stolika pokiwałam mu głową, tak jak Katie, nadal śpiewając, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. W radiu zmieniła się piosenka. Teraz leciał nasz ulubiony zespół One Direction z piosenką "One Thing". Od razu jak zawsze zaczęłyśmy to śpiewać. Mary przyniosła mi kartkę z zamówieniem mężczyzny, a ja się zabrałam do pracy. Ukroiłam kawałek ciasta i zrobiłam kawę. Tym razem wzięłam mleko i nie wiedząc co napisać, napisałam poprostu słowa piosenki "You've got that one thing". Machnęłam jeszcze jakieś wzorki po bokach typu serduszka itp i zaniosłam to na jego stolik. Mam nadzieję, że nie pomyśli sobie, że się w nim zakochałam czy coś. Tak się rozśpiewałam, że w podskokach powędrowałam po szmatkę i zaczęłam przecierać zabawnie stoliki. Kate zebrała ze stolików filiżanki i talerzyki. Mężczyzna cały czas nas obserwował, a my nadal sobie śpiewałyśmy, śmiejąc się jednocześnie. Nagle muzyka ścichła, więc zmieniłam na jakiś inny kanał, gdzie leciała jedna z naszych najulubieńszych piosenek Eda Sheerana "The A Team". Po chwili jednak burza przerwała piosenkę i już całkiem przestała lecieć muzyka. Nie przejęłyśmy się tym i zaczęłyśmy śpiewać jeszcze głośniej.
- Mogłybyście robić za radio - roześmiała się Mary.
Do kawiarni wszedł kolejny mężczyzna, który przysiadł się do tamtego. Odwrócił się w naszą stronę i pokiwał głową. Potem zaczęli rozmawiać, dlatego przestałyśmy śpiewać, żeby im nie przeszkadzać. Mężczyzna poprosił o herbatę, więc nie mogłam sobie pozwolić na fantazje i poprostu zrobiłam tą herbatę. Z uśmiechem na ustach podeszłam do stolika, a oni go odwzajemnili. Ludzie w Londynie potrafią się uśmiechnąć. Nie to co w Polsce. Tam to by tylko marudzili.
O 15:00 przebrałyśmy się i wyszłyśmy z pracy. Szłyśmy powoli brukowaną małą uliczką, na której nie było prawie nikogo. Po jakimś czasie usłyszałam jak ktoś idzie za nami, więc obejrzałam się odruchowo. To był mężczyzna z kawiarni. Zatrzymał się przed nami i spojrzał radośnie i z uśmiechem tak jak wtedy.
- Czy coś się stało ? - spytała Kate.
- Nie, nic. To znaczy, czy moglibyśmy porozmawiać ?
- Tak ? - przyjaciółka przytaknęła i czekała aż coś powie.
- Chciałbym usłyszeć jeszcze raz jak śpiewacie.
- Okej - powiedziałam i zaczęłam śpiewać na żarty to co w pracy.
- Nie tu - mężczyzna roześmiał się - W studiu nagraniowym.
- Mógłby pan powtórzyć ? - Kate popatrzyła na niego zdziwiona.
- Chciałbym, żebyście nagrały coś w studiu nagraniowym. Wiecie o co mi chodzi ? - powtórzył.
- O kurcze, patrz Kate, a Mary mówiła mi, żebym nie wdychała tych ziółek do herbaty - myślałam, że to tylko moja wyobraźnia. A myliłam się.
- Vicki ! Głupku ! To prawda ! - rzuciła się na mnie z radością, a ja jak zwykle nie ogarniałam o co chodzi.
___________________________________________________
A więc jest pierwszy rozdział :) Krótki, ale no tak jakoś mi się tu przerwało :> Fajnie by było zobaczyć komentarze ;) A trzeba też pamiętać, że ja się lubię odwdzięczać :D Papa xoxo
Kiedy skończyłyśmy pracować, przebrałyśmy się i pojechałyśmy autobusem do Tesco. Zrobiłyśmy zakupy i wróciłyśmy do domu. Babcia mówiła, że nie musiałyśmy, ale ja i Vicki wiemy swoje. Moja przyjaciółka jest 'forever hungry'. Poszłyśmy do swojego pokoju i rzuciłyśmy się na łóżko.
- Vicki... Mama do mnie dzwoniła - powiedziałam.
- I co mówiła ? - spytała wpatrując się w biały sufit.
- Za trzy dni w naszym województwie są ferie i trwają dwa tygodnie.
- No wiem, ale co z tego ?
- Mamy być w domu przed ich zakończeniem - odpowiedziałam, a ona podniosła się i popatrzyła na mnie.
- Nie - rzuciła oschle - Chyba nie zamierzasz wrócić ?
- No nie - odparłam - Chodźmy na spacer.
Ubrałyśmy się ciepło. Vicki nie mogła poradzić sobie z zawiązaniem szalika, co mnie rozbawiło. Pomogłam jej i wkońcu mogłyśmy iść. Poszłyśmy do jakiegoś parku, który był niedaleko. Szłyśmy powoli po asfaltowym chodniku, gdy nagle moja przyjaciółka schowała się za drzewem.
- Vicki ? Co Ty robisz ? - podeszłam bliżej, a ona wyskoczyła i walnęła mnie śnieżką, po czym znów się schowała.
- O Ty ! - zaczęłyśmy bitwę na śnieżki, ale po chwili musiałyśmy ją przerwać - Vicki ! Stop ! Czekaj ! Nie mam rękawiczek i strasznie mi zimno !
- Boże - westchnęła - Co Ty byś beze mnie zrobiła ? - wyciągnęła z kieszeni dodatkową parę i dała mi.
- Pewnie bym zamarzła na śmierć - odpowiedziałam.
- Budujemy bałwana ? - spytała z entuzjazmem i pobiegła na trawę.
- Okej ! - krzyknęłam.
Kiedy ulepiłyśmy połowę bałwana, Vicki zauważyła jakiś trzech chłopaków przechodzących obok. Pomachała im, a oni zrobili to samo.
- Budujecie z nami ? - spytała głośno, a oni podeszli bliżej.
- No to do roboty - powiedział jeden z nich patrząc mi w oczy z uśmiechem przez co się zaczerwieniłam.
W pięć osób budowało się znacznie szybciej. Znalazłyśmy jakieś kamyki, które posłużyły nam z guziki, tak samo jak gałązki, które zastąpiły ręce. Ale mieliśmy problem z nosem. W pewnej chwili, Vicki wyciągnęła z kurtki marchewkę. Popatrzyliśmy na nią lekko zdziwieni.
- Nosisz przy sobie marchewkę ?
- No co. Lubię marchewki.
Skończyliśmy bałwana i razem z chłopakami zrobiliśmy sobie zdjęcie na pamiątkę. Wróciłyśmy do domu całe przemoknięte. Założyłyśmy szerokie długie koszulki, dresy i nasze ulubione skarpetki frote. Ja mam w elfy, a Vicki w renifery. Zrobiłyśmy sobie kakao i przypominałyśmy sobie śmieszne historie, które nam się przydarzyły. Do naszego pokoju weszła babcia.
- Vicki, dzwoniła Twoja mama. Pytała czemu nie odbierasz od niej telefonu.
- A nie przyszło jej do głowy, że może nie chcę z nią rozmawiać ? - Vicki popatrzyła na swoją babcię.
- No tak, ale to wkońcu Twoja mama. Mogłybyście się pogodzić.
- Zgoda oznaczałaby mój powrót do domu. Nie zamierzam jej przepraszać. Babciu kocham Cię, ale nie psuj mi humoru. Proszę.
- Jak chcesz kochanie - odparła babcia i wyszła.
Długo siedziałyśmy i gadałyśmy. Zanim poszłyśmy spać, pośpiewałyśmy jeszcze kilka piosenek. Wkońcu zrobiło się naprawdę późno, więc umyłyśmy się i położyłyśmy się lulu jak to mówi babcia.
/Oczami Vicki/:
*dwa tygodnie później, tuż przed zakończeniem ferii*
- Już wstaję.
- Nie już tylko teraz !
- Jeszcze minutkę.
- Nie ! Przez całe dwa tygodnie mówisz mi 'jeszcze minutkę'. Wstawaj. Dzisiaj my otwieramy- walnęła mnie mocno poduszką, po czym wkońcu wywlokłam się z łóżka.
Dzień zapowiadał się fajny. Umyłyśmy się, ubrałyśmy i ruszyłyśmy do pracy, ponieważ miałyśmy na 9:00. Otworzyłyśmy lokal i weszłyśmy do środka, gdzie było zdecydowanie cieplej niż na dworze. Przebrałyśmy się w białe koszule z muszkami, czarne spodnie i czerwone fartuszki tak jak zwykle i zabrałyśmy się do pracy. Pościągałyśmy krzesła ze stolików, które potem przetarłyśmy, Kate podlała kwiatki, ja poruszałam się trochę z mopem i posiedziałyśmy chwilę. Do lokalu weszła miło wyglądająca kobieta.
- Dzień dobry - przywitała ją Kate.
- Dzień dobry - odpowiedziała kobieta - Czy mogłabym prosić o dobrą kawę ?
- Oczywiście - Kate podeszła do lady, o którą opierałam się znudzona - Zrób kawę.
Nie miałam narazie co robić, więc postanowiłam przygotować dla niej coś fajnego. Wzięłam filiżankę i zaczęłam bawić się tak jak w filmikach na YouTube, które lubię oglądać. Z tego wszystkiego wyszedł mi nawet fajny wzorek. Dałam trochę pianki, a na niej napisałam czekoladą "Good Morning To You :)" Kate zabrała napój i położyła na stoliku. Kiedy kobieta spojrzała w filiżankę uśmiechnęła się szeroko, co wprawiło mnie w dobry nastrój. Kiedy wychodziła, zostawiła duży napiwek co ucieszyło nas jeszcze bardziej.
O 16:00 skończyłyśmy pracę i wróciłyśmy do domu. Następnego dnia było tak samo. "Vicki wstawaj - Jeszcze minutkę" itd. W drodze do pracy zastała nas burza. Lało i lało, aż śnieg, którego trochę było całkiem stopniał i wszystko zamieniło się w jedną wielką wodę. Na szczęście Kate miała swoją składaną parasolkę i nie zmokłyśmy. Przebrałyśmy się i zaczęłyśmy wszystko od nowa. W taką pogodę nikt nie wychodzi z domu, niby to jest Londyn, ale nie centrum, dlatego w kawiarni było pusto, bo co najwięcej 3 osoby. Stałam jak zwykle oparta o ladę i wystukiwałam palcami w rytm spadających kropli. Uwielbiam taką pogodę. Do tego jeszcze to słońce, którego rozstrzelone promienie wpadały przez szyby. Mary siedziała na stołku i wycierała szklanki, a Kate wpatrywała się w deszcz.
W radiu zaczęło lecieć "Wings" zespołu Little Mix. Ja i Kate uśmiechnęłyśmy się do siebie, kiedy po cichu zaczęłam sobie śpiewać, a wtedy ona też. Młoda para zaczęła na nas patrzeć i się uśmiechać. Chyba im się nawet podobało, więc trochę się 'podgłośniłyśmy'. Podeszłam do ich stolika i położyłam na nim ich zamówienie. W tym czasie do lokalu wszedł mężczyzna. Odchodząc od stolika pokiwałam mu głową, tak jak Katie, nadal śpiewając, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. W radiu zmieniła się piosenka. Teraz leciał nasz ulubiony zespół One Direction z piosenką "One Thing". Od razu jak zawsze zaczęłyśmy to śpiewać. Mary przyniosła mi kartkę z zamówieniem mężczyzny, a ja się zabrałam do pracy. Ukroiłam kawałek ciasta i zrobiłam kawę. Tym razem wzięłam mleko i nie wiedząc co napisać, napisałam poprostu słowa piosenki "You've got that one thing". Machnęłam jeszcze jakieś wzorki po bokach typu serduszka itp i zaniosłam to na jego stolik. Mam nadzieję, że nie pomyśli sobie, że się w nim zakochałam czy coś. Tak się rozśpiewałam, że w podskokach powędrowałam po szmatkę i zaczęłam przecierać zabawnie stoliki. Kate zebrała ze stolików filiżanki i talerzyki. Mężczyzna cały czas nas obserwował, a my nadal sobie śpiewałyśmy, śmiejąc się jednocześnie. Nagle muzyka ścichła, więc zmieniłam na jakiś inny kanał, gdzie leciała jedna z naszych najulubieńszych piosenek Eda Sheerana "The A Team". Po chwili jednak burza przerwała piosenkę i już całkiem przestała lecieć muzyka. Nie przejęłyśmy się tym i zaczęłyśmy śpiewać jeszcze głośniej.
- Mogłybyście robić za radio - roześmiała się Mary.
Do kawiarni wszedł kolejny mężczyzna, który przysiadł się do tamtego. Odwrócił się w naszą stronę i pokiwał głową. Potem zaczęli rozmawiać, dlatego przestałyśmy śpiewać, żeby im nie przeszkadzać. Mężczyzna poprosił o herbatę, więc nie mogłam sobie pozwolić na fantazje i poprostu zrobiłam tą herbatę. Z uśmiechem na ustach podeszłam do stolika, a oni go odwzajemnili. Ludzie w Londynie potrafią się uśmiechnąć. Nie to co w Polsce. Tam to by tylko marudzili.
O 15:00 przebrałyśmy się i wyszłyśmy z pracy. Szłyśmy powoli brukowaną małą uliczką, na której nie było prawie nikogo. Po jakimś czasie usłyszałam jak ktoś idzie za nami, więc obejrzałam się odruchowo. To był mężczyzna z kawiarni. Zatrzymał się przed nami i spojrzał radośnie i z uśmiechem tak jak wtedy.
- Czy coś się stało ? - spytała Kate.
- Nie, nic. To znaczy, czy moglibyśmy porozmawiać ?
- Tak ? - przyjaciółka przytaknęła i czekała aż coś powie.
- Chciałbym usłyszeć jeszcze raz jak śpiewacie.
- Okej - powiedziałam i zaczęłam śpiewać na żarty to co w pracy.
- Nie tu - mężczyzna roześmiał się - W studiu nagraniowym.
- Mógłby pan powtórzyć ? - Kate popatrzyła na niego zdziwiona.
- Chciałbym, żebyście nagrały coś w studiu nagraniowym. Wiecie o co mi chodzi ? - powtórzył.
- O kurcze, patrz Kate, a Mary mówiła mi, żebym nie wdychała tych ziółek do herbaty - myślałam, że to tylko moja wyobraźnia. A myliłam się.
- Vicki ! Głupku ! To prawda ! - rzuciła się na mnie z radością, a ja jak zwykle nie ogarniałam o co chodzi.
___________________________________________________
A więc jest pierwszy rozdział :) Krótki, ale no tak jakoś mi się tu przerwało :> Fajnie by było zobaczyć komentarze ;) A trzeba też pamiętać, że ja się lubię odwdzięczać :D Papa xoxo