Megan Scott
Menadżerka zespołu. Jest zwariowana i roztrzepana, ale jest to osoba na właściwym miejscu. Z jej twarzy nigdy nie schodzi uśmiech. Jest kochana i opiekuńcza.
/Oczami Vicki/:
- Wyobrażasz to sobie ? Będziemy nagrywać w studiu. W prawdziwym studiu nagraniowym. My - leżałam na ławce w parku, a Kate siedziała na jej oparciu. Nie mogłyśmy uwierzyć, że szczęście się do nas uśmiechnęło.
- Jezu, przecież my... Przecież to...Oh God nawet nie wiem jak mam to powiedzieć. To poprostu cudowne !
- Widziałaś jak się cieszył jak oglądał przy nas nasze covery ? Jakbym widziała siebie, oglądającą nowy teledysk One Direction - roześmiałam się.
- Albo jak mu powiedziałyśmy, że piszemy piosenki ! - uśmiechnęła się do siebie i popatrzyła do góry - Powiedział, że będziemy gwiazdami. Żeby tylko się nie pomylił.
- Musi się udać. Musi. Kate, ja nie chcę być już zwykłą dziewczyną.
- Ja też nie chcę Vicki. Każdy zasługuje na coś więcej. Wiesz co ? Zimno się zrobiło, wrócimy do domu, zrobimy sobie kakao i pogadamy o tym. Wstawaj - Kate pomogła mi wstać i ruszyłyśmy w stronę domu.
/Oczami Kate/:
Wróciłyśmy do domu i ruszyłyśmy do swojego pokoju. Vicki była w wyjątkowo dobrym nastroju, dlatego złapała za gitarę i zaczęła grać nasze ulubione piosenki, a potem nawet swoje.
- Nie wiem czy pamiętasz ? Miałaś mnie nauczyć grać na gitarze - powiedziałam do niej, kiedy mi się przypomniało, że mi to obiecała.
- Tak, obiecałam, ale pod warunkiem, że Ty nauczysz mnie grać na fortepianie - uśmiechnęła się do mnie.
- No tak, ale wzięłaś ze sobą gitarę, a ja ,wybacz, ze sobą fortepianu nie wzięłam.
- Żebyś się nie zdziwiła - zeszła z łóżka pewna siebie i wyszła z pokoju. Potem wychyliła zza drzwi głowę - Idziesz ?
- Ale gdzie ?
- No chodź - poszłam za nią na dół, do salonu, gdzie siedziała babcia - Babciu...mogę klucze do piwnicy ?
- Tak, oczywiście. Są w kuchni, na półce - powiedziała babcia, a Vicki zniknęła na chwilę i znów się pojawiła.
- Nie ruszałaś fortepianu dziadka, prawda ? - spytała z nadzieją w oczach.
- Nie mogłabym, za dużo z tym wspomnień - westchnęła babcia, a Vicki złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę jakiś drzwi.
Vicki otworzyła pierwsze drzwi i zbiegłyśmy po schodach mało się nie zabijając. Wpadłyśmy na kolejne drzwi i znów sięgnęła po klucze.
- Mam pytanie - zaczęłam - Po co klucze do piwnicy w domu jedno rodzinnym ? W bloku to normalne, ale w domu ?
- Dziadek uwielbiał tu siedzieć. Ale zawsze zamykał się, bo babcia lubiła mu przeszkadzać. Lubiła słuchać jak gra - powiedziała przekręcając klucz w zamku, szarpiąc lekko.
Vicki pchnęła mocno drzwi, a te otworzyły się i skrzypnęły głośno. Uchyliła je bardziej i z wielkim uśmiechem na twarzy weszła do środka. Rozejrzałam się do okoła tak jak ona. Tu było cudownie. W ścianach były kolorowe okienka, które zabarwiały światło wpadające do pomieszczenia, a z sufitu zwisało mnóstwo kolorowych szkiełek i dzwoneczków.
- Ej ! Takie robiliśmy przecież na technice ! - powiedziałam dotykając mocno zakurzone, kolorowe ozdoby.
- Tak. Dziadek bardzo lubił kiedy wysyłałam mu swoje prace. Zawsze mi mówił o tym , ale nie wiedziałam, że tu jest tak ładnie - Vicki wzięła jakąś szmatkę i przetarła okno, które otworzyła. Do środka wpadło świeże powietrze, ale i zimne.
Podeszłam bliżej, a Vicki popatrzyła na mnie. Stanęła na środku i delikatnie ściągnęła zakurzone prześcieradło z pięknego białego fortepianu. Usiadła i powoli przejechała palcami po klawiszach, nawet ich nie naciskając. Po jej policzku spłynęła samotna łza.
- Vicki, wszystko w porządku ? - spytałam siadając koło niej.
- Jak byłam mała, dziadek chwilowo przeprowadził się do Polski. Mieszkał w tym białym domku, który widać jak jedzie się na przedmieście. Wybierał mnie wcześniej z przedszkola i przyprowadzał tam. Szliśmy na górę i siadaliśmy, tak jak my teraz i grał, a ja śpiewałam razem z nim nasze ulubione piosenki. A ja zawsze chciałam, żeby grał tą samą i jedną melodię przez cały czas.
- Pamiętasz ?
- Nie, no co Ty. Ostatni raz jak to słyszałam to było 10 lat temu.
- Spróbuj - pchnęłam jej rękę na klawisze, a ona zastanowiła się przez chwilę. Nacisnęła delikatnie klawisz, a potem skrzywiła się. A kiedy nacisnęła następny, uśmiechnęła się i zaczęła naciskać następne, aż wkońcu powstała miła, ciepła melodia - No, proszę. Widzisz, umiesz grać.
- Proszę Cię - prychnęła - Słuchałam tego przez kilka lat w kółko. Równie dobrze mogłabym zagrać "Wlazł kotek" na cymbałkach - zaśmiała się, a potem zaczęła jeździć palcami po fortepianie i wciągnęła katar przez nos. Wstałam i zamknęłam okno, po czym popatrzyłam na nią, a ona zwróciła się w moją stronę - Dziadek zawsze chciał, żebym grała na fortepianie, tak jak on. Ale zawsze mi mówił, że to jest nie ważne. Chciał, żebym robiła to co kocham.
- No i będziesz. Jutro mamy wybrać się z tym gościem do studia. Ale błagam, chodźmy już na górę, strasznie tu zimno - powiedziałam, po czym pobiegłyśmy na górę, na ciepłe kakao.
/Oczami Vicki/:
Od wczoraj, kiedy zeszłam z Kate do piwnicy, cały czas po głowie chodzi mi ta melodia. Cały czas nucę ją, aż Kate powoli to zaczyna denerwować. Dzisiaj nie musiała mnie budzić do pracy. Wstałam sama i nawet zrobiłam nam śniadanie. Wyszłyśmy do pracy w dość dobrym humorze. I taki miałyśmy cały czas. W pewnym momencie do kawiarni przyszedł mężczyzna, który obiecywał zrobić z nas gwiazdy. Mike, napewno ma na imię Mike. Przynajmniej tyle zobaczyłam jak płacił wtedy za kawę i ciastko. Wiem, nie ładnie zaglądać komuś w dowód :D xD Poprosił Kate i rozmawiał z nią dość długo. Kiedy podeszłam do ich stolika Kate zaczęła się nerwowo zachowywać, tak jakby coś ukrywała.
/Oczami Kate/:
Myślałam, że dostanę zawału, kiedy Vicki podeszła do stolika. Ona nie może się dowiedzieć, że dałam to Mike'owi. Tak czy inaczej ów pan zabrał nas do studia. Kiedy weszłyśmy do środka byłyśmy takie podekscytowane.
- Jezu, co to jest ! W życiu czegoś takiego nie widziałam - zaczęła Vicki, kiedy podeszła do profesjonalnego sprzętu, bo nawet nie wiem jak to się nazywa.
- Ile to ma przycisków - powiedziałam wciskając kilka, po chwili powstrzymana przez Mike'a.
- Ty weź sobie babcię wyobraź, jak ona pilota od telewizora nie może ogarnąć - Vicki zaśmiała się, a ja razem z nią - Ej no dobra, nie śmiejmy z mojej babci, ona jest fajna.
- Robi dobre pierogi - przyznałam, a Mike patrzył na nas z uśmiechem.
- Słuchajcie...Dzisiaj nagramy cover, a jak ładnie wyjdzie to zobaczymy co dalej, dobrze ?
- Dzisiaj ? - spytałam patrząc na Vicki.
- Dzisiaj. A co ? Nie pasuje wam ?
- Nie, możemy... - powiedziała cicho moja przyjaciółka - Dzisiaj na obiad miały być naleśniki.
- Victoria, jeżeli ładnie zaśpiewacie i wszystko będzie dobrze, to będziesz mogła codziennie jeść naleśniki dziecko - Mike objął Vicki ramieniem, a ta odsunęła się od niego.
- Tylko nie dziecko - oburzyła się.
- Naleśniki, naleśniki... - zanucił.
- Dobra, kiedy zaczynamy ? - podeszła do mikrofonu i złapała za słuchawki, a Mike się do mnie uśmiechnął.
- Już zaraz.
Spędziłyśmy prawie cały dzień w studiu, a kiedy następnego, przyszłyśmy tam zaraz po pracy, Mike był potwornie zadowolony. Kazał nam usiąść na małej kanapie, a sam kucnął na przeciwko nas.
- Cover wam wyszedł cudownie, a ponieważ jestem dobrym człowiekiem załatwiłem wam kontrakt ! - krzyknął rozkładając ręce, a Vicki rzuciła się na mnie i zaczęła mnie ściskać. Brakowało mi już powietrza, ale cieszyłam się jak nigdy - Aha, przejrzałem z innymi twoje piosenki Vicki. Są świetne ! I kilka z nich, zasługują na to by usłyszał je świat ! - zaśmiał się.
- Skąd...Dałaś mu mój zeszyt ! Jak mogłaś ?! - Vicki rzuciła się na mnie - Tam było wszystko, każda moja myśl, a Ty mu to dałaś ? - powiedziała ze smutkiem w oczach, po czym siadła na parapecie od okna.
- Mówiłam Ci. Dobrze wiedziałam, że tak będzie - zwróciłam się do Mike'a.
- Spokojnie. Pogadam z nią - odparł i wstał.
/Oczami Vicki/:
Nie mogę uwierzyć. W tym zeszycie było coś więcej niż piosenki. Słowa, które układały się w wersy mówiły o tym co czuję. Nie wprost, ale mówiły. O tęsknocie do zmarłego dziadka, o kłótniach z mamą, o chęci bycia kimś więcej niż zwykłą dziewczyną, o byciu wolnym. Wszystko o czym myślałam. Gdy przelewałam to na papier robiło mi się lżej. Kate o tym wiedziała.
- Vicki ? Ej...- zaczął Mike kładąc rękę na moim ramieniu. Oparł się o parapet i wpatrywał się w niebo, z którego zaczął prószyć śnieg - Ja wiem. Kate może nie powinna tego robić, ale poprosiłem ją o to - odchrząknął - Zrobiła to jednak dla was. Nie gniewaj się na nią. Dzięki temu macie kontrakt - po tych słowach zrobiło mi się jakoś lepiej. Zeskoczyłam z parapetu i rzuciłam się na moją przyjaciółkę i zaczęłam wrzeszczeć.
- Co się stało ?! - spytała.
- Mamy kontrakt jełopie ! Ale i tak Cię nie lubię ! - powiedziałam i rozczochrałam jej włosy.
Cieszyłam się. I to ogromnie. Ale to, że mamy kontrakt to jeszcze nic. Kiedy usłyszałyśmy, że podpisujemy go z Sony Music myślałyśmy, że zwariujemy. Tego nie da się nawet opisać. Kate musiała mnie z Mike'iem uspokajać. Dosłownie w podskokach wróciłyśmy do domu. Opowiedziałyśmy wszystko babci, która cieszyła się razem z nami. Potem poszłyśmy do naszego pokoju i tam radowałyśmy się tym dniem. Oczywiście wzniosłyśmy kakaowy toast za tak wspaniały dzień.
Siadłam na parapecie i wpatrywałam się w płatki śniegu. Dziwne. Zawsze myślałam, że w Londynie śnieg nie pada tak często. Raczej spodziewałabym się deszczu. Tak czy inaczej czuję się tu wspaniale. Pamiętam słowa jakie mówiła nam Amanda*. Powiedziała, że w Londynie będzie to samo, co tam. Że tu też nie zaznamy szczęścia, że nawet jeśli będziemy w Londynie, to nie poczujemy się wolne. Myliła się. Czułam się wolna, mogę robić co chcę. Nikt mi nie mówi co mam robić i jak się zachowywać. Sama podejmuje decyzje. I jestem szczęśliwa. Zaczęłam nowy rozdział w życiu. Właściwie to książkę, ponieważ nie zamierzam cofać się do tyłu. Dla mnie tamto życie się skończyło. I nigdy nie będę za nim tęsknić. Tak przynajmniej mi się wydaje.
Dzisiaj pracowałyśmy znacznie krócej, ponieważ musiałyśmy jechać do studia. Kiedy weszłyśmy do środka byłyśmy mega zdziwione. Było tam co najmniej 10 osób, a każda z tych twarzy była nam nieznana. Na stoliku były jakieś papiery, a my domyślałyśmy się tylko co to może być. Nagle do studia wpadła blondynka cała w śniegu. Zaśmiała się i szybko rozebrała.
- Już jestem Mike'i ! - krzyknęła, a my patrzyłyśmy się na nią.
- Kto to ? - spytała szeptem Kate.
- Wasza nowa menadżerka. Jest świetna.
- To ma być nasza menadżerka ? Żartujesz sobie chyba.
- Może jest trochę roztrzepana, ale ją polubicie. Oczywiście jeśli nie chcecie, możecie zatrudnić kogoś innego. Poprostu uważa, że Megan się z wami dogada.
- Tak wogóle...to ile ona ma lat ? - spytałam zaciekawiona.
- Nie pamiętam, ale wydaje mi się, że 34...Tak, ostatnio byłem u niej na urodzinach. Ma 34.
- Wow, nie wygląda.
- Hej kochany, co u Ciebie ? - dała buziaka Mike'owi.
- Świetnie. Poznaj nasze nowe gwiazdy. To Kate, a to Vicki - powiedział Mike i Kate podała jej rękę, ta jednak nas uściskała. Byłyśmy trochę zdziwione. Ale zapowiadało się ciekawie.
- Kurcze, ale jesteście śliczne ! Ciekawe czy głos też taki macie - zaczęła, a my tylko się uśmiechnęłyśmy - No dalej, zaśpiewajcie mi - usiadła na fotelu i czekała, a my spojrzałyśmy na ludzi siedzących do okoła.
- Teraz ?
- No chyba się nie wstydzicie, przecież podpisujecie z nimi kontrakt.
Nie wiedziałyśmy na co się zdecydować. Szukałyśmy w głowie piosenek, ale do głowy przyszło nam tylko "Wings" Little Mix. Zaczęłyśmy śpiewać. Kobieta uśmiechała się do nas cały czas. Miała piękne oczy. Błękitne jak niebo. Ile bym dała, żeby mieć takie oczy. Wogóle była ładna. Nie wyglądała na swój wiek, powiedziałabym, że jest taka...dziewczęca. Kiedy skończyłyśmy śpiewać, wszystkim się podobało. Tak nam się przynajmniej zdawało, bo się uśmiechali. Kiedy ludzie przygotowywali jeszcze jakieś papiery, my gadałyśmy z Megan. I to nie była normalna rozmowa, to było tak, jakbyśmy znały ją od lat. Rozumiała nas doskonale i my ją też. Opowiadała nam masę rzeczy. O tym jak zaczynała, z kim pracowała, kogo poznała. Poprostu nie mogłyśmy wierzyć w to, że zna tych wszystkich ludzi.
- O matko ! Znasz Eda ? Eda Sheerana ? - ekscytowałyśmy się.
- Kogo ona nie zna - stwierdziła grupka ludzi siedzących przy stoliku, a Mike się zaśmiał.
- Mając u sobie Megan nie można się nudzić. Zawsze się coś dzieje - powiedział obejmując ją ramieniem - Rozumiem, że...
- Tak, chcemy ją ! Chcemy, żeby była naszą menadżerką ! - przerwałam mu z radością i zaśmialiśmy się.
/Oczami Kate/:
Mieliśmy już podpisywać kontrakt. Usiadłyśmy między Mike'iem a Megan i patrzyłyśmy na twarze tych ludzi. Wszyscy się uśmiechali do nas. Nic nie powiedzieli, poprostu podsunęli nam kartki i długopisy do rąk.
- Czekaj. Jako wasza nowa menadżerka powinnam to prześledzić - powiedziała Megan i zajęła się lekturą.
- Mamy za chwilę spotkanie - powiedział jeden z gości, patrząc na zegarek.
- Spoko, umiem szybko czytać. Albo nie. Wróćcie wieczorem dobrze ? A my sobie przeanalizujemy wszystko na spokojnie. Grupka ludzi spojrzała po sobie.
- No dobrze. W takim razie Robert i Max przyjadą o 20:00. Do widzenia - rzekł jeden z nich i tak jak było ich tu pełno, tak zrobiło się pusto.
To była masakra. Siedziałyśmy cały dzień w studiu. Uratowały nas tylko naleśniki, które przyniósł Mike. To było dziwne, że taka osoba jak Megan potrafi usiedzieć w miejscu. Potem, żeby się zrelaksować znów słuchałyśmy jej przeżyć. Niestety podczas słuchania czas mijał szybko i wkońcu dobiegła 20:00. Kilka minut później zjawili się Robert i Max. Po jakże uroczej półgodzinnej konwersacji Megan z panami, Vicki złapała za długopis i zaczęła się podpisywać. Nagle przypomniał mi się dom. Miałyśmy wrócić. Powinnyśmy już chyba nawet tam być.
- Vicki, a rodzice ? Co oni na to ? - spytałam szybko, mając nadzieję, że jeszcze nie zdążyła się podpisać.
- Hmm... No cóż. Będę musiała postawić ich przed faktem dokonanym - wzruszyła ramionami, odchodząc od stolika i rzuciła się na kanapę. Nie pozostało nic innego. Podpisałam się i ja. Nie wiem jak oni na to zareagują. Jakoś będą musieli to przeżyć.
Do domu wracałyśmy jak szalone. Po drodze Vicki się wywróciła na zamarzniętej kałuży i wybuchłam przez to śmiechem. A potem na ziemi znalazłam się też ja. Babcia upiekła nam ciasto na tą okazję i kupiła dobry, zdrowy soczek. Polałyśmy sobie po szklance dobrego soku i wzniosłyśmy toast jak to lubimy robić. Siedziałyśmy razem z babcią w salonie, kiedy ktoś zadzwonił. Babcia odebrała i podała słuchawkę mojej przyjaciółce.
- To mama - powiedziała cicho, a ona się uśmiechnęła.
- Cześć mamo. Wiem. Wiem, że powinnyśmy wrócić, tak oczywiście, że masz rację - przytakiwała ze śmiechem - Ale mamo, bardzo mi przykro, ale nie wrócę. Od dziś zaczynam nowe życie ! Będę robiła to co kocham i nikomu nie pozwolę, żeby mi to odebrał. Kocham Cię, ale dam Ci już babcię, papa - wykrzyczała z radością i oddała babci słuchawkę. Już wyobrażałam sobie jej mamę po tych słowach. Pobiegłyśmy do swojego pokoju i włączyłyśmy laptopa.
Napisałyśmy na Twitterze, że podpisujemy kontrakt, jednak pewnie wszyscy pomyśleli, że to ściema. Nic dziwnego. Zwykli ludzie nie dostają czegoś wspaniałego o tak poprostu.
- Jeszcze się zdziwią ! Zobaczysz ! - zaśmiała się Vicki. W tym samym momencie dostałam smsa. Czytałam go z uśmiechem. Mama napisała mi, że wszyscy się cieszą razem ze mną. Pewnie babcia powiedziała mamie Vicki, a mama Vicki mojej. Ach, te kobiety. Zaraz, przecież sama nią jestem.
- Widzisz ? Teraz rozumiesz dlaczego tak bardzo nie chcę jej widzieć ani z nią rozmawiać ? - powiedziała Vicki czytając wiadomość - Moja matka mnie nie rozumie. Ona nigdy nie będzie chciała, żebym była szczęśliwa - powiedziała ze łzami w oczach i schowała się pod kołdrą. Zgasiłam światło i położyłam się do łóżka.
Tak bardzo szkoda mi Vicki. Wiem ile ją to kosztuje. Jej mama nie jest aż taka zła. Poprostu zawsze musi być po jej myśli. Tak jak ona chce. A Vicki ? Nie wiem, może ona też nie jest bez winy ? Chociaż myślę, że nie. To jej mama zawsze zaczynała kłótnie, czasem nawet bez powodu. Ale to chyba jednak jej dziecko i powinna cieszyć się z jej szczęścia. Nigdy tego nie robię, ale zaczęłam pisać z mamą. Powiedziałam jej o czym teraz myślę. Zrozumiała mnie. Obiecała mi też, że porozmawia z mamą Vicki. Kiedy napisałyśmy już sobie dobranoc, usunęłam wszystkie wiadomości i zasnęłam.
Umówiłyśmy się z Mary, że będziemy pracować od 9:00 do 13:00. Po pracy, chyba można już powiedzieć jak zwykle poszłyśmy do studia. W środku była Megan i Mike. Rozmawiali o czymś, czasami przekrzykując samych siebie. Kiedy nas zauważyli przestali i siedzieli spokojnie.
- Można wiedzieć o co się kłócicie ? - spytałam.
- Nie kłócimy się. Musimy stworzyć zespół - rzucił Mike.
- O Jezusie, co to za chłopak ? - Vicki wzięła jakieś kartki ze zdjęciem i o mało co nie zemdlała z zachwytu.
- Gra na perkusji, a co ? Ładny ? Chcecie go ? - spytała Megan, a Mike na nią popatrzył.
- To, że ładny, nie znaczy, że dobry.
- A możemy go posłuchać czy coś ? - spytałam.
- Możecie. Zawieźć was ? O ile dobrze pamiętam, mówił, że o tej godzinie gra z kolegami.
- No jasne !
15 minut później, razem z Mike'iem weszłyśmy do jakiegoś budynku. Nagle usłyszeliśmy muzykę, więc poszliśmy za nią. Stanęliśmy przed szklanymi drzwiami i zobaczyliśmy kilku chłopaków grających na różnych instrumentach. Zauważyli nas i zrobili sobie przerwę. Mike przywitał się z perkusistą i o czymś gadali, a my stałyśmy jak wryte. Wkońcu Vicki się przełamała i podeszła do chłopaka, który grał na gitarze elektrycznej. Uśmiechnął się do niej i zagrał parę dźwięków. Potem wszyscy słuchaliśmy jak chłopak gra na perkusji, a kiedy skończył rzuciłyśmy się na niego.
- Błagamy, Mike'i ! On jest cudowny !
- No proszzęę - spojrzałam na niego maślanymi oczami.
- No dobra - rzucił, a my się ucieszyłyśmy. Kiedy ja i Mike z nim jeszcze gadaliśmy, Vicki cały czas siedziała z gitarzystą. I zastanawiałam się dlaczego. Czy dlatego, że był niesamowicie przystojny czy dlatego, że gra na gitarze. Wkońcu mieliśmy iść i Mike ją zawołał.
- Jeszcze chwilę - powiedziała nawet na niego nie patrząc.
- No chodź - pociągnął ją za rękę - Musimy wracać do Megan, zobaczyć co jeszcze wykombinowała.
- Nieeee ! Albo czekaj ! Zabierzemy go ?! - krzyknęła, a on spojrzał na nią zirytowany - Błagam.
- Idziemy.
- Nie ! - krzyknęła Vicki i wskoczyła Mike'owi na plecy. Zakryła mu rękami oczy - Proszę, weźmy gooo, proszę !
- Złaź ze mnie !
- Megan by się zgodziła - stwierdziła, żeby go rozzłościć.
- Niech Ci będzie - westchnął i z dwoma ciachami wróciliśmy do studia.
Amanda* - przyjaciółka dziewczyn, pojawi się w dalszych rozdziałach.
