/Oczami Vicki/:
Otworzyłam oczy, które poraziły promienie słońca. Spojrzałam na Kate, która specjalnie odsłoniła okno i śmiała się z mojej miny. Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 11:04. Schowałam się pod kołdrę. Po chwili usłyszałam wibracje telefonu. Sięgnęłam po komórkę.
- Coś mi się z telefonem popsuło...
- Spoko, ja też tyle dostałam.
- Trzydzieści pięć sms-ów ? Really ? Jak oni zapamiętali mój numer...
- Trzeba było ubrać jeszcze krótszą sukienkę, zapamiętaliby i adres - zaśmiała się Kate, a ja rzuciłam w nią poduszką - No dobra, wstawaj, zrobisz mi śniadanie.
- Nie chce mi się...
- Wstawaj - włożyła koszulkę i zeszła na dół, a ja poszłam do łazienki.
Umyłam się i ubrałam. Zanim poszłam do kuchni, zajrzałam do babci. Uśmiechnęła się szeroko. Czytała jakąś książkę, więc jej nie przeszkadzałam. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam mleko. Usmażyłam naleśniki, a Kate wycisnęła z pomarańczy sok. Zaniosłam babci talerz i szklankę, a potem usiadłam z Kate przy stole.
- To...co zrobisz ? - przerwała niepewnie trwającą ciszę.
- Nic. Muszę porozmawiać z ciocią. Nie chcę mówić tego mamie.
- I tak się dowie.
- Wiem. Cokolwiek zrobię i tak będzie problem.
Z babcią nie było wcale lepiej. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam innego wyjścia. Ale co to będzie ? Mieszkamy tu, z babcią, a jeśli babcia wyjedzie...zostaniemy same. Co jeśli mama będzie kazała mi wrócić ? Niecierpliwie czekałam na dzień moich urodzin. To już jutro. Wtedy zadzwonię do cioci.
Lodówka była pusta. Razem z Kate wybrałyśmy się na zakupy do Tesco. Przyjaciółka czytała listę i wrzucała rzeczy do wózka, a ja co chwilę patrzyłam na telefon.
- Vicki, spokojnie. Babcia ma przy sobie telefon, jak coś się będzie działo to zadzwoni.
- Wiem, ale...
- Hej dziewczyny ! - usłyszałyśmy czyiś głos. Odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy kilka osób, które były na imprezie urodzinowej Harry'ego.
- Cześć - uśmiechnęłyśmy się. Pogadaliśmy chwilę, a potem wróciłyśmy z zakupami do domu.
/Oczami Kate/:
Wieczorem napisałyśmy nową piosenkę. Wyszła całkiem nieźle, może dlatego, że nie działałyśmy pod presją, co lubi Mike. Siedziałyśmy w swoim pokoju przez cały czas. Gdy siedziałam na laptopie i zalogowałam się na Facebook'a zauważyłam, że kilka osób dodało zdjęcia z dyskoteki szkolnej. Obejrzałam je i nie mogłam uwierzyć, że jeszcze jakiś czas temu przyjaźniłam się z tymi ludźmi. A teraz? Czuję się jakbym ich nie znała. Nie wiem kim są. Ja nie potrzebuję ich, oni nie tęsknią za mną...Widocznie nie byłam dla nich ważna.
- Vicki? - popatrzyła na mnie z parapetu - Co by się z nami stało, gdybym poprostu...nie wiem, wyjechała do Ameryki. Tak po prostu, gdyby znudziło mi się życie tutaj?
- Pojechałabym za Tobą, a co? Nie chcesz już mieszkać tutaj? - spytała zmartwiona, przerywając jedzenie.
- Nie - zaśmiałam się - O to możesz być spokojna.
Posiedziałyśmy jeszcze chwilę rozmawiając, a potem położyłyśmy się spać.
Wstałam przed Vicki, żeby zrobić jej urodzinowe śniadanie. Zrobiłam jej omleta, którego polałam czekoladą, a obok położyłam pare truskawek. Nalałam do kubka czekolady i zaniosłam jej na górę.
Za oknem nie było już śniegu, który o dziwo trzymał się długo. Otworzyłam je i wpuściłam świeże powietrze do środka. Było ciepło, ubrałam więc jedną z moich ulubionych bluzek i bordowe spodnie.
- Hej - usłyszałam jak ziewa.
- Dzień dobry - odwróciłam się w jej kierunku z uśmiechem.
- Jeju... - spojrzała na talerz.
- Zrobiłam Ci śniadanie - podałam jej go i klapnęłam na łóżko.
- Jesteś kochana.
- Wszystkiego najlepszego Vicki - powiedziałam, a ona zaczęła jeść.
Gdy zjadła, poszła do łazienki się umyć. Gdy wysuszyła włosy, stanęła przed szafą, nie wiedząc w co się ubrać. Mruknęła tylko coś pod nosem.
- Zresztą...co za różnica...
- Hej... - podeszłam do niej i objęłam ją ramieniem - To twój dzień, będzie fajnie.
- Oby.
- Masz. Włóż tą - wyciągnęłam z szafy czarną bluzę z napisem 'be fucking awesome', a po chwili czarne spodnie. Uśmiechnęła się.
- Masz rację. Będzie fajnie - odparła pewnie, wkładając bluzę.
Zeszłyśmy na dół do kuchni. Babcia siedziała przy stole i czytała gazetę. Spojrzała na nasze bluzki i uśmiechnęła się szeroko. Wstała i przytuliła moją przyjaciółkę.
- Wszystkiego najlepszego kochanie - pocałowała ją w policzek, a ja się zaśmiałam.
- Dziękuję.
- Jak Ci się spało? - spytała, a ona się uśmiechnęła.
- Cudownie babciu...a Katie zrobiła mi cudowne śniadanie - odpowiedziała z radością.
- Cieszę się skarbie. Wychodzicie gdzieś?
- Tak, idziemy do studia - odparła Vicki, a ja uśmiechnęłam się pod nosem - Potrzebujesz czegoś?
- Nie, wszystko mam. Chciałabym żebyś przyszła jak skończycie. Zamierzam Ci coś pokazać.
- Dobrze... - rzuciła zaciekawiona z niepewnym uśmiechem - W takim razie do zobaczenia.
- Do widzenia dziewczynki.
Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy w autobus. Całą drogę patrzył na nas jakiś starszy mężczyzna siedzący na przeciwko nas. Uśmiechał się szeroko z dość dziwnym spojrzeniem.
- Gwałciciel - szepnęłam Vicki do ucha i wybuchła śmiechem.
Kiedy autobus się zatrzymał, mężczyzna wstał ze swojego miejsca. Ukłonił się z tajemniczym uśmiechem i wyszedł. Wysiadłyśmy z autobusu i zobaczyłyśmy jak się za nami ogląda. Wkońcu zniknął za budynkiem, a my zaczęłyśmy się śmiać.
- Jezu, kto to był - zaśmiałam się.
- Zboczeniec.
- Ale ile on mógłby mieć lat?!
- Stawiam na jakieś 69 - odparła Vicki.
Dochodziłyśmy prawie do studia, kiedy coś mi się przypomniało.
- Vicki, właśnie... Tam nikogo nie ma.
- Jak to? - spytała.
- Meg wczoraj mówiła, żebyśmy sobie zrobiły dzień wolny. Poszły gdzieś czy coś - skłamałam szybko.
- Aha...szkoda.
- To gdzie idziemy? Może do Mc? Albo wiem! Chodźmy do Mary!
- Dobry pomysł - uśmiechnęła się i zaczęłyśmy iść w stronę kawiarni.
Po kilku minutach stanęłyśmy przed drzwiami. Vicki pchnęła je lekko i weszłyśmy do środka. Rozglądnęła się dookoła.
- Halo...Dzień dobry, Mary - zdjęła kurtkę i podeszła w stronę wieszaka, żeby ją powiesić.
- Wszystkiego najlepszego Vicki! - krzyknęliśmy wszyscy, gdy się odwróciła.
Vicki zaczęła się śmiać, bo nie powiem, trochę ją przestraszyliśmy. Wszyscy wyszliśmy zza lady i zaczęlismy składać jej życzenia. Była Mary, Allie - dziewczyna, która tu pracuje, był Ed, kilku ludzi ze studia, Mike, Meg i nasi chłopcy. Ekhem, powiedziałam nasi? No dobra, niech będzie. Nasz perkusista Jake, gitarzysta Alex oraz Chris, Dave i Stanley czyli reszta zespołu. Wszyscy wyściskali ją mocno i podarowali prezenty.
- Vicki - przytuliłam ją i nadal tuląc zaczęłam mówić - życzę Ci wszystkiego co najlepsze. Szczęścia, miłości...Ale najbardziej Ci życzę, żeby się spełniły twoje marzenia.
- Ale one się już spełniają Kate. Nasze marzenia - powiedziała, a ja się uśmiechnęłam.
- I żeby nikt Cię nie skrzywdził. Bo kurwa zapierdolę gnoja - dodałam cicho, by inni nie słyszeli i zaśmiałyśmy się głośno.
- Wszystkiego najlepszego Vicki - powiedziałam i wyjęłam małe, jasno-niebieskie pudełeczko.
Vicki otworzyła je po chwili i wyciągnęła z niego srebrną bransoletkę z małą blaszką w kształcie chmurki. Wystawiła rękę i zapięłam jej ją. Podniosła rękę, bo zauważyła, że coś na niej pisze.
/Oczami Vicki/:
'Stuck in her daydream' przeczytałam bardzo mały napis i przytuliłam mocno Kate. To była wspaniała niespodzianka. Około czwartej wróciłyśmy do domu. Babcia czekała na nas w salonie. Wyszłyśmy na najbliższy przystanek i pojechałyśmy autobusem w jakieś miejsce. Szłyśmy z babcią powoli przez park, a potem ciche uliczki rozmawiając.
- Gdy byłaś mała twój dziadek wygrał na loterii mnóstwo pieniędzy.
- Naprawdę?
- Tak. Miał do tego szczęście. Postanowiliśmy kupić sobie nowy dom, z wielkim ogrodem.
Nawet nie zauważyłam, że znajdowałyśmy się przed bramą. Babcia wyjęła pilota z torebki i nacisnęła guzik, a wtedy brama się otworzyła.
- Zawsze zadziwiały mnie te dzisiejsze technologie. Za moich czasów takich rzeczy nie było.
Za bramą znajdowało się małe rondo, na którym rosły drzewa i kwiaty, a dookoła niego była równo ułożona kostka. Było tu tak ładnie. Jak w jakimś amerykańskim filmie.
- To jest ten dom? - spytała Kate, podnosząc głowę .
- Tak.
- Wow, to musiała być duża wygrana.
- Wejdźmy do środka.
Gdy zobaczyłyśmy wnętrze domu byłyśmy zaskoczone. Od razu przeszłyśmy do salonu. Był taki wielki i pusty. Strasznie spodobało mi się jedno wielkie okno na długość całej ściany z bardzo niskim parapetem. Podeszłam do niego i spojrzałam na ogród. Był piękny. Wybiegłam do niego. Zaraz przy domu znajdował się basen, a dalej podłoże przeradzało się w pagórki z drzewami. Pobiegłam w ich stronę. Wysokie drzewa rosły w wielkie koło. Spojrzałam w górę, wydawało mi się to takie cudowne i magiczne. Co prawda, widać, że nie koszono jakiś czas trawy. Wróciłam do babci i Kate, które siedziały na drewnianej huśtawce.
- Dlaczego tu nie mieszkasz? - spytałam, a babcia westchnęła.
- Mieliśmy się tu przeprowadzić z twoim dziadkiem, ale wtedy zachorował...potem nie widziałam żadnego sensu, by tu mieszkać. Sama w tak wielkim, pustym domu?
- No tak...
- Wiem, że jest ze mną coraz gorzej.
- Wcale nie, babciu.
- Nie oszukujmy się skarbie. Obie wiemy, że albo ktoś się mną zajmie albo będę musiała...
- My się zajmiemy.
- Może to czas, by wrócić tam? Do domu...
- Bardzo nowoczesny ten dom - przerwałam, zmieniając temat.
- Y, tak, to dzięki Martin'owi. Mieszka na przeciwko. Jest dekoratorem wnętrz, architektem czy kimś tam, nie pamiętam. Dokończył dom, mimo, że dziadek zmarł. On także zajął się ogrodzeniem i bramą, bo podobno kręciły się pod domem jakieś typy.
- Nie rozumiem babciu. Dlaczego nie sprzedasz tego domu? Za te pieniądze mogłabyś mieć dobrą opiekę.
- Wiedziałam, że kiedyś Ty albo twoje rodzeństwo przyjdziecie. Macie duszę swojego taty, a wszyscy wiemy jaki on jest. Zawsze był z niego buntownik... - powiedziała i zaśmiałyśmy się - Z Ciebie też.
- Nie jestem chyba aż taka zła? - spytałam z uśmiechem.
- Nie kochanie...to twój prezent urodzinowy. Chcę, żebyście tu zamieszkały. Oczywiście starczy mi pieniędzy, by kupić meble, ale nie wiem czy będę mogła płacić rachunki...
- Babciu! Nic nie będziesz płacić. Nie możemy tu mieszkać. Co z tym domem, w którym teraz mieszkasz?
- Sprzedamy.
- Ale tam jest wszystko. Całe wasze życie.
- To tylko wspomnienia, dziecko. Całe życie jest tu - dotknęła mojego czoła.
- Nie będziesz za tym tęsknić? - spytała Kate.
- Te wszystkie rzeczy przypominają mi tylko o tym jaki dziadek był nieznośny - zaśmiała się znowu - tam świat się zatrzymał, a życie nadal trwa.
Babcia poszła do łazienki, a my zostałyśmy i huśtałyśmy się. Patrzyłyśmy się pusto w przestrzeń, aż do chwili, gdy Kate przerwała ciszę.
- Twoja babcia jest niesamowita.
- Co masz na myśli? - odwróciłam się w jej stronę, by na nią spojrzeć.
- Mówi o tym z taką lekkością i rozbawieniem. Ja na jej miejscu bym się rozpłakała.
- Ja też...ja też...
*następnego dnia, walentynki*
- Hej Mary - odezwałam się cicho, wieszając kurtkę na wieszaku.
Było bardzo wcześnie. Promienie słońca wpadały przez okna i rozświetlały pomieszczenie. Wokół wisiały przezroczyste, czerwone i białe serca. Dziś były walentynki. Dzień, którego nie lubię. Może lubiłabym, gdybym była zakochana, ale nie jestem. Uważam, że to bez sensu. Walentynki to rzeczywiście dobry pomysł na wyznawanie sobie uczuć, oświadczanie itp., ale większość traktuje to w zły sposób. To wygląda tak, jakby ludzie przypominali sobie o ukochanych dopiero dziś i kupują sobie nie wiadomo jak drogie prezenty, by pokazać, że jednak o sobie myślą. Bez sensu.
Tego dnia przyszłyśmy posiedzieć z Mary. Nie szłyśmy do studia. Wszyscy obchodzili święto zakochanych. Wpatrywałam się w ciastka, których większość była w kształcie serca. Normalnie miałabym ochotę to wszystko zjeść, ale ilość czerwonej galaretki wprawiała mnie w obrzydzenie. Ja i Kate podlewałyśmy kwiatki, gdy do drzwi zapukał jakiś mężczyzna. Uśmiechnął się zabawnie, przykładając czoło do szyby. Podeszłam do drzwi i przekręciłam klucze w zamku.
- Dzień dobry! Ładny dziś dzień, nieprawdaż? - krzyknął radośnie.
- Oczywiście - odparłam ze śmiechem.
Facet był kurierem, w torbie miał kilka paczuszek. Usiadł przy stoliku, zabawnie poprawiając czerwoną czapkę.
- Potrzebuje pan czegoś? - spytała Kate.
- Ja do Kate i Vicki. Z dwoma przesyłkami. Na walentynki - powiedział, zabawnie poruszając brwiami.
Spojrzałam na jego torbę ciekawa, a on tylko zasunął ją z uśmiechem.
- Gdybym miał nosić wasze paczki w torbie, urwałbym sobie ramię. Mam to w samochodzie.
Mężczyzna wyszedł na zewnątrz. Otworzył bagażnik i wyjął z niego dwa wielkie pudła. Przytrzymałam mu drzwi i wniósł je pojedynczo do środka.
- Jest pan pewiem, że to dla nas? - spytała Kate.
- Tak. Adres się zgadza...wygląd też, chociaż mógłbym kłócić się co do twojego wzrostu - spojrzał na mnie - podpisiki proszę.
Zdziwiona wzięłam do ręki długopis i podpisałam tak, jak Kate wcześniej. Facet zabrał swoje rzeczy i wyszedł rzucając tylko:
- Miłego dnia!
Kate spojrzała na mnie podekscytowana i zaczęła otwierać pudło. Ja zrobiłam to samo. W obydwóch były takie same, wielkie miśki. Białe i puchate. Miały doczepione kartki z życzeniami. Od One Direction. Po prostu masakra. Czułyśmy się, jakbyśmy wygrały w totka!
- OMG, NASI IDOLE WYSŁALI NAM PREZENTY WALENTYNKOWE.
- TO LEPSZE NIŻ, OMG NAWET NIE WIEM CO!
Po chwili uspokoiłyśmy się, bo Mary nie przestawała się śmiać.
- To na pewno Ed ich o to poprosił. Albo Megan - powiedziałam.
Nagle usłyszałam pierwsze dźwięki jednej z piosenek Michaela Buble. Dzwoniła do mnie ciocia. Bardzo go lubi, tak samo jak ja. Podbiegłam do kurtki i wyciągnęłam z kieszeni telefon.
- Cześć Wikusia.
- Ciociu, wiesz, że nie lubię, jak tak do mnie mówisz - powiedziałam i usłyszałam śmiech w słuchawce.
- Napisałaś, żebym zadzwoniła.
- Tak, chciałam porozmawiać.
- Przepraszam, że nie mogłam wcześniej, ale Nikoś wrzucił wczoraj mój telefon do wanny.
- Ups...
- Co się stało?
Spojrzałam na Kate i mary, które przyglądały mi się, więc założyłam kurtkę i wyszłam na zewnątrz. Wiatr rozwiał mi włosy, które opadły na twarz. Odgarnęłam je, westchając i usiadłam na pobliskiej ławce.
- Zanim Ci wszystko opowiem, chciałabym, żeby to zostało na razie między nami. Żebyś nie mówiła mamie.
- To musi być coś poważnego...co przeskrobałaś?
- Nic! - odparłam szybko, zwracając na siebie uwagę jednego z przechodniów - chodzi o babcię...
- Co się stało? Coś jest nie tak, prawda?
- Babcia potrzebuje opieki...
*kilka chwil później*
- Nie martw się. Ja i wujek się nią zajmiemy - usłyszałam znów łagodny ton głosu - przylecę po nią.
- Nie chcę, żebyś robiła to z przymusu. Poprosiłabym mamę.
- Robię to, bo ją kocham. Zarezerwuję bilety. Będę najwcześniej za tydzień.
- Dziękuję. Jesteś kochana, mama by... - zacięłam się, a po chwili zrezygnowałam.
- Ona i tak się dowie Wiki. Chyba nie myślisz, że wrócę z babcią i ona nie będzie o niczym wiedziała?
- Nie...Po prostu nie mów jej na razie.
- Okej. Do usłyszenia Wiki.
- Pa.
Siedziałam chwilę na ławce i patrzyłam na swoje odbicie w szybie. Zastanawiałam się nad tym dlaczego nie mogę mieć normalnych relacji z moją mamą. Rozumiem, że może się martwić. To oczywiste. Ale ja chcę tylko być szczęśliwa. Obok mnie przeszła kobieta z młodą dziewczyną z zakupami w rękach. Rozmawiały o czymś i śmiały się. Ja nigdy nie chodziłam na zakupy z mamą. Tylko po żywność, ale po ciuchy nigdy.
Mam wrażenie, że mama starała się być moją przyjaciółką. Ale z przyjaciółką możesz szczerze porozmawiać, prawda? Możesz powiedzieć jej, co Cię denerwuje, a ona mimo wszystko jest. Ale gdy mama usłyszy kilka słów prawdy, mówi: "Nie jestem twoją koleżanką". Ale w przyjaźni potrzebne jest też zaufanie. A ja nigdy go od niej nie dostałam...