wtorek, 12 marca 2013

Rozdział 4.

     *Dzień mijał za dniem. Dziewczyny zaczęły nagrywać swój pierwszy singiel, kiedy piosenka ich i Ed'a zdążyła opanować brytyjskie radia*

/Oczami Vicki/:
Wróciłyśmy z Kate do domu. Zrobiłyśmy babci kolację, a nam po kakałku i poszłyśmy na górę. Kate włączyła radio i usiadła na łóżku z laptopem. Ja usiadłam na oknie i wpatrywałam się w gęsto padający śnieg, którego było coraz więcej. W pewnym momencie w radiu zaczęła lecieć piosenka, którą napisałyśmy z Ed'em. Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Kiedy piosenka się skończyła, sięgnęłam po telefon. Zadzwoniłam do mamy.
- Hej mamo. Co u Ciebie ?
- Myślałam, że Cię to nie interesuje - odpowiedziała. Z mojej twarzy zniknął uśmiech. Z tego całego szczęścia zapomniałam, że ja i mama jesteśmy w zbyt dobrych relacjach.
- Co u taty ? - spytałam.
- Dobrze...Dać Ci go ?
- Tak - odparłam, bo nie wiedziałam, co mam jej powiedzieć.
- Hej córeczko - usłyszałam głos taty.
- Cześć tato. Wszystko dobrze ?
- Tak. Ale bardzo za Tobą tęsknimy.
- Ja za wami też.
- Co u Ciebie ?
- Wspaniale tato. Właściwie to jeszcze lepiej. Przed chwilą w radiu leciała piosenka, którą nagrałyśmy z Ed'em.
- Naprawdę ? Muszę jej posłuchać ! Jaki ma tytuł ?
- "Last Night".
- W takim razie kończę. Pa kochanie. Trzymaj się.
- Będę tato. Pa - powiedziałam i rozłączyłam się.
Siedziałam nadal na parapcie i wpatrywałam się w biel za oknem, a Kate pisała piosenkę. Czasami zerkała na mnie i się śmiała, nie wiem dlaczego. Wziełam laptopa i weszłam na Twittera. Zrobiłam follow back i tweetnęłam coś parę razy. Kate zadzwonił telefon.
- Łap, dzwoni Megan - rzuciła mi komórkę, a ja odebrałam.
- Hej.
- Hej Kate...
- To ja, Vicki. Kate dostała weny twórczej - powiedziałam ze śmiechem.
- To nie przeszkadzaj jej. Chciałam wam tylko powiedzieć, że jutro macie dzień wolny, nie musicie przychodzić do studia.
- To fajnie.
- To zobaczymy się po jutrze. Cześć - rzuciła i zakończyła rozmowę.
- Jutro siedzimy w domu - spojrzałam na Kate.
- Idziemy do kawiarni ?
- A Mary nie zatrudniła kogoś na nasze miejsce ?
- Zawsze możemy ją odwiedzić.
     Byłyśmy bardzo śpiące, więc położyłyśmy się o północy. Kate słuchała jeszcze muzyki, chyba dosyć głośno, bo choć miała słuchawki, to i tak słyszałam słowa. Nagle usłyszałam dźwięk sms'a. Wzięłam do ręki telefon i zobaczyłam na wyświetlaczu 'mama'. Otworzyłam wiadomość po chwili. "Mimo wszystko jestem z Ciebie dumna. Dobranoc kochanie". Uśmiechnęłam się, wkładając telefon pod poduszkę. Przykryłam się kołdrą i spojrzałam w okno.
- Dobranoc mamo.

/Oczami Kate/:
     Rano, kiedy wstałyśmy Vicki była w bardzo dobrym humorze. Cały czas się uśmiechała. Zrobiła na śniadanie naleśniki, zrobiła herbatę i nuciła pod nosem. Wykręciła sobie lekko włosy, pomalowała paznokcie na miętowo. Wyszłyśmy z domu i spacerowałyśmy w stronę kawiarni.
- Widzę, że masz dobry dzień - powiedziałam z uśmiechem.
- Tak, nawet...Złożyłaś Harremu życzenia na Twitterze ? - spytała.
- No pewnie, wkońcu to mój mąż - odparłam i roześmiałyśmy się.
Po jakimś czasie dotarłyśmy do kawiarni. Weszłyśmy do środka i rozglądnęłyśmy. Rozebrałyśmy się.
- Hej dziewczyny - przywitała nas Mary.
- Hej Mary - uśmiechnęłyśmy się - Sama jesteś ?
- Tak, narazie sama.
- Ktoś podlewa te kwiatki ? - spytała Vicki, dotykając palcem suchej ziemi w doniczce.
- Mówiłam im, żeby o tym nie zapominali.
Vicki podlała kwiatki, a potem przebrałyśmy się w nasze białe koszule i czarne muszki oraz fartuszki ;).
- Wyglądamy jak Hazza - powiedziała Vicki. Wzięła telefon i Mary zrobiła nam zdjęcie, a potem dodałyśmy je na Twitter'a i oznaczyłyśmy Harr'ego.
     W kawiarni było praktycznie pusto. Tylko dwie osoby. Ja stałam oparta o ścianę i wpatrywałam się w ludzi za szybą. Vicki Stała oparta o ladę i mieszała herbatę, którą sobie zrobiła. Oprócz metalowej łyżeczki, obijanej o szklany kubek, nie było słychać nic. Nuciłam sobie cicho pod nosem.
- Ed ? - powiedziałam sama do siebie, widząc go. Pomachał mi i wszedł do środka.
- Cześć, szukam was i szukam. Nie znacie czegoś takiego jak telefon ?
- Ja...zostawiłam w domu - powiedziałam i spojrzałam na Vicki. Spokojnie wyciągnęła komórkę z kieszeni i uśmiechnęła się .
- Wyciszony - położyła ją na ladzie i znów zaczęła mieszać.
- Mam dla was propozycję... - Ed uśmiechnął się, a Vicki podniosła wzrok.
- Słucham.
- Zabierzecie się ze mną do Poter'a na imprezę.
- Gdzie ?
- Do Harr'ego.
- Oh God, my na urodziny Styles'a? ASDFGGHJASFDGC *.* - Vicki zaczęła fangirling i te sprawy.
- No pewnie ! - krzyknęłam sama po chwili - Ale w co ja się ubiorę ?
- Wy zawsze macie tylko takie problemy ?
- Rozumiem, że będzie co jeść - odezwała się moja przyjaciółka. Spojrzeliśmy na nią - No okej, okej, postaram się wszystkiego nie zjeść...
- Wpadne po was o 19:30. To narazie ! - założył kaptur i wyszedł.
- No to się szykuje impreza !

     Ed miał być po nas za chwilę. Wyprostowałam włosy i wymalowałam się. Ubrana byłam w czarne spodnie i białą bluzkę z napisem "Turn me on".  Spojrzałam na Vicki. Miała na sobie obcisłą, czarną sukienkę z krótkim rękawem.
- Jesteś pewna, że chcesz tak iść ?
- Wiedziałam, że źle wyglądam. Przebiorę się.
- Nie ! Jest cudownie. Poprostu każdy będzie chciał Cię poderwać - roześmiałam się tak jak ona i dostałam poduszką.
- Gotowa ?
- Jasne - odparłam i zeszłyśmy na dół. Zaczęłyśmy ubierać kurtki i buty - Vicki, wiem, że chcesz ubrać buty na koturnie, ale uważam...
- Boisz się, że będę wyższa ?
- Też.
- Dobra, pójdę w kozakach, najwyżej założę tam baleriny - powiedziała i wyszłyśmy po kilku minutach z domu.
Na przeciwko nas stał duży, czarny samochód. W środku siedziało trzech kolesi i Ed. Wsiadłyśmy do auta i spojrzałyśmy na nich.
- Siema chłopcy - Vicki przywitała się z nimi tak, jakby ich znała już jakiś czas, a ja się tylko uśmiechnęłam.
- To Katie, a to Vicki - przedstawił nas Ed.
- Hej Katie - wyciągnął do mnie rękę chłopak prowadzący samochód.
- Cześć. To co ? Jedziemy ?

     Muzykę było słychać już po chwili, gdy wysiedliśmy z samochodu. Weszliśmy na górę i drzwi otworzył nam jakiś chłopak. Przywitał nas ciepło (bardzo ciepło, dostałyśmy po buziaku w policzek) i zaciągnął do środka. Przed nami stał Harry.
- O mój pieprzony Boże, jak on seksownie wygląda - powiedziałam do Vicki po polsku, żeby nikt nie zrozumiał, a ona zaczęła się śmiać.
- Hej dziewczyny.
- Heeeeeeeej... - Vicki zaczęły mięknąć kolana, gdy zobaczyła Zayn'a, bo wyglądał cudownie. Szturchnęłam ją i się ocknęła - No tak, hej.
Weszłyśmy dalej, do największego pokoju. W oczy rzuciła nam się ogromna ilość alkoholu. Popatrzyłam na Vicki, która się uśmiechnęła, a kiedy poczuła na sobie mój wzrok odezwała się.
- Nie no, co Ty, nie będę piła.
     Impreza była świetna. Leciały tylko moje ulubione piosenki. Tańczyłyśmy prawie cały czas. Czasami przyłapywałyśmy się na tym,  że zamiast bawić zaczynałyśmy fangirling. Zawsze wtedy wybuchałyśmy śmiechem.
- Cieszę się, że powiedziałem Ed'owi, żeby was przyprowadził. Bez was nie byłoby tak fajnie - powiedział Harry, którego dopiero zauważyłam.
- Co ? - spytałam głośno, bo przez muzykę nic nie słyszałam.
- Mówiłem, że bez was nie było by tak fajnie ! - wykrzyczał mi do ucha. Uśmiechnęłam się szeroko, ale tak naprawdę to każde jego słowo powodowało, że umieram *.*
     Tańczyłam z Loczkiem dość długo, uśmiechał się do mnie, ale ja nie potrafiłam nic mówić. Jak miałam ? Jestem Directionerką, świadomość, że tańczę z Harry'm sprawiała, że czułam się jak w niebie. W pewnej chwili zrobiło się ciemniej. Na stoliczku na kółkach wjechał cudownie wyglądający tort. Gdy tylko zobaczyłam minę Vicki, wiedziałam, że zrobiła się mega głodna :D Stanęliśmy wkoło Harr'ego. Już przymierzyłał się do zdmuchiwania, kiedy przerwał mu Lou.
- Masz jakieś życzenie ? - spytał, a Harry podniósł wzrok i na mnie spojrzał. Uśmiechnął się.
- Mam. - odparł i zdmuchnął za jednym razem wszystkie świeczki. Kiedy zaczęliśmy już jeść, usiadł koło mnie.
- Powiesz ?
- Co ?
- O czym myślałeś jak zdmuchiwałeś świeczki.
- Nie powiem, wtedy się nie spełni.
- Okej - powiedziałam i wstałam, a on złapał mnie ramię.
- Obraziłaś się ? - spytał, a ja zaczęłam się śmiać z miny, którą zrobił.
- Nie, idę do Vicki, bo szaleje - powiedziałam. Uśmiechnął się i puścił moją rękę, a ja poszłam do przyjaciółki. Siedziała z jakimiś kolesiami i śmiała się.
- Miałaś nie pić - zabrałam jej szklankę.
- Ale to nie jest alkohol, koleżanko ! - powiedział do mnie jeden z nich. Powąchałam i uśmiechnęłam się.
- No dobra, masz szczęście - zaśmiałam się.
- Ej, ludzie mamy problem ! Potrzebna nam stritizerka ! - zaczął krzyczeć jakiś brunet, kiedy Harry wyszedł do kuchni.
- Przecież zamawialiśmy !
- Złamała nogę na schodach pół godziny temu !
- To dzwoń po inną ! - zaczęli się przekrzykiwać.
- Po co ? No panienki ! Która się rozbiera ? - spytał jakiś blondyn, a ja i Vicki zaczęłyśmy się śmiać.
- Julie !
- Alex !
- Vicki !
- Co ?! - krzyknęła do mnie przyjaciółka, a ja zaczęłam się śmiać bardzo głośno.
- O co chodzi ? - spytał mnie Harry.
- Vicki będzie robiła za striptizerkę - roześmiałam się. Przejechał ją wzrokiem z szerokim uśmiechem.
- Katie, on się na mnie patrzy jak jakiś gwałciciel - powiedziała Vicki, a ja zrobiłam się już czerwona od śmiechu.
- A co ? Nie chciałabyś ?
- Ty zboczeńcu ! - roześmiała się - Pewnie żebym chciała - odparła, a ja dźgnęłam ją w bok - Ale on jest twój xD
    Co prawda Vicki nie zgodziła się rozebrać, ale impreza rozkręcała się i rozkręcała. Każdy był już wstawiony, ktoś się do nas zaczął przystawiać, ktoś zwymiotował.
- Vicki, idziemy - powiedziałam ciągnąc ją w stronę drzwi. Nagle ktoś złapał mnie za tyłek.
- Kurwa ! - odwróciłam się szybko gotowa do ataku xD
- Katie, spokojnie.
- Idziecie ? - spytał Ed.
- Tak. Wszyscy albo odlatują albo rzygają.
- Dobry wieczór, chciałabym zamówić taksówkę... - Vicki zaczęła się ubierać, równocześnie dzwoniąc.
- Dziewczynki, zostańcie ! - zaczęli wołać, a my tylko się uśmiechałyśmy.
- Cześć ! - pomachałyśmy im i wyszłyśmy na świeże powietrze. Spojrzałam na przyjaciółkę, która wzięła głęboki wdech.
- O matko ! - krzyknęła Vicki - Czujesz to Katie ? Czujesz to ?
- Ale co ?
- No właśnie nic ! 78 % azotu, 21 % tlenu i nic więcej !
Wsiadałyśmy do taksówki, która przyjechała natychmiast. Nagle usłyszałyśmy krzyki. Spojrzałyśmy w górę i zobaczyłyśmy chłopaków.
- Kochanie ! Wracaj ! Dziewczyny ! - zaczął krzyczeć Harry.
- Katieeee ! Vickyyy !
- Błagam, kochanie zostań !
- Pa chłopcy ! - pomachałam im ze śmiechem i wróciłyśmy do domu.

     Weszłyśmy cicho do domu. W salonie było zapalone światło. Vicki weszła w ciuchach i spojrzała na babcię, obok której siedziała sąsiadka.
- Babciu... - podbiegła do niej zmartwiona.
- Co się stało ? - spytałam.
- Nic, wszystko jest już dobrze - odparła babcia.
- Napewno ? - usiadłam obok babci, a Vicki poszła z sąsiadką do kuchni. Babcia po chwili zasnęła, a ja zatrzymałam się opierając o framugę.
- Vicki, zdrowie twojej babci nie jest takie jak dawniej - powiedziała lekarka.
- Wiem.
- Ona potrzebuje opieki.
- Przecież jestem.
- Myślę, że nie dasz rady. Wasza praca...większość czasu spędzasz poza domem. Przykro mi, ale nie jesteś w stanie zapewnić jej dobrej opieki.
- Przynajmniej jest pani szczera. Czyli co mam zrobić ?
- Uważam, że najlepiej będzie jak twoja babcia zamieszka z kimś z rodziny.
- Ale ona nikogo tutaj nie ma. Tylko w Polsce... - powiedziała Vicki, odracając się w moją stronę, więc schowałam się za ścianą.
- W takim razie musi wyjechać. Chyba, że w domie opieki się nią zajmą...
- Nie - przerwała jej.
- Przemyśl sobie to. Ja nie mogę ciągle biegać tu i z powrotem. Już będę się zbierała. Dobranoc - powiedziała kobieta i wyszła.
- Dobranoc.

     Siedziałam z Vicki w pokoju. Jedyne światło, jakie się paliło to latarnia, stojąca po drugiej stronie ulicy. Patrzyłam w okno trzymając w dłoniach kubek czekolady i rozmyślałam nad swoim życiem. Vicki leżała na łóżku brzuchem do góry i pisała coś. Nagle rzuciła zeszytem w drzwi i siadła na ziemi z łzami w oczach.
- Hej...co jest ? - zeszłam z parapetu.
- Babcia...Boże.
- Aż tak źle ?
- Jest gorzej niż było. Dużo gorzej.
- Jakoś przez to razem przejdziemy... - powiedziałam i przytuliłam ją. Potem zaśpiewałyśmy po cichu kilka piosenek. Wkońcu Vicki zasnęła, a ja zabrałam się za pisanie piosenek. Smutnych oczywiście, bo jak narazie nie widziałam niczego pozytywnego...