niedziela, 13 października 2013

Rozdział 6.

/Oczami Kate/:
     Dni mijały szybko. Pomogłyśmy spakować się babci do walizek. Przy okazji dowiedziałam się naprawdę wiele o rodzinie Vicki. Oglądałam razem z nią kilka albumów, ale i tak w pamięć zapadło mi jedno zdjęcie z czasów, gdy miał się urodzić jej tata. Na fotografii został uchwycony moment, gdy dziadek Vicki kończy grawerować w kołysce napis "All of dreams start from little steps". Identyczny widnieje na gitarze mojej przyjaciółki, którą dostała od ojca.
     Babcia sprzedała dom i mieliśmy się wyprowadzić w ciągu kilku dni. Nie chciała zostawiać niczego. Dla niej wszystko wydawało się na śmietnik. Gdy już prawie wszystko było popakowane w pudła, zeszłyśmy do piwnicy. Powoli otwierane drzwi zaskrzypiały tak samo, jak za każdym razem, gdy tam wchodziłyśmy. Światło wpadało przez kolorowe kafelki i zmieniało kolor, lądując na moich białych spodniach, co dość fajnie wyglądało.
- Nie możemy tego wyrzucić - spojrzała na mnie.
- Nie, dlatego proponuję, żeby to przenieść.
- Gdzie?
- W twoim domu, na górze jest ten pokój, w którym tak fajnie wpada światło późnym popołudniem - odparłam.
- To  n a s z  dom. Ale jest jeden problem. Jak Ty do cholery chcesz wynieść stąd ten fortepian?!
- Ekhem.
- Przepraszam babciu - szepnęła przyjaciółka, po zwróceniu uwagi na jej słownictwo.
- Trudno. Najwyżej połamiemy nogi - powiedziałam i dostałam w bok - żartowałam przecież. Wyniesiemy to. My nie damy rady? - uśmiechnęłam się do niej.

     Tydzień minął szybko. Odwiozłyśmy babcię na lotnisko. Vicki oczywiście rozpłakała się, a ja przez nią. Babcia jednak promieniała optymizmem i wcale nie przeszkadzało jej to, że wyjeżdża stąd po tylu latach. Wytuliła nas mocno i razem z ciocią przyjaciółki wyleciała z Londynu.
     Gdy wracałyśmy z lotniska, zadzwonił do mnie Ed. Miał pomóc nam w przeprowadzce, ale wypadło mu coś ważnego. Ale powiedział, że wyśle do nas przyjaciół, którzy nam pomogą.
   
     Dni mijały.Dziś był wtorek drugiego tygodnia marca. Było kilka kłopotów ze sprzedaniem domu, ale w końcu się udało. Siedziałyśmy na pudłach i czekałyśmy, aż ktoś przyjdzie i w końcu się doczekałyśmy. Vicki otworzyła drzwi i do środka wszedł Liam, Harry i jakiś chłopak, którego nie kojarzyłam. Moja przyjaciółka rzuciła się w pudła i powiedziała, że chyba powinna się przespać, bo ma schizy. Nie miała. Oni naprawdę przyszli pomóc nam w przeprowadzce.
- Cześć - pomachał mi Liam, a ja odmachałam.
     Harry podszedł do pudeł i zaglądnął w głąb nich. Schylił się i poklepał Vicki po plecach, a ona spojrzała na niego niepewnie. Podniósł ją, a ona zaczęła go przytulać. Lokowaty zauważył, że ciągle na niego patrzę, przez co cała się zarumieniłam. Podbiegłam skrępowana do Liama i też go uścisnęłam.
- Czy coś się stało? - spytał Harry.
- Nie codziennie widzisz swojego idola - szepnęła Vicki i ścisnęła go jeszcze mocniej - ale już Cię zostawię, bo Kate będzie zazdrosna.
- Co powiedziałaś? - uśmiechnął się, a ja zgromiłam przyjaciółkę spojrzeniem.
- M-mówiłam, że... już zbliża się wiosna - odsunęła się od niego, uśmiechając się fałszywie w moim kierunku, na co wystawiłam jej język.
- To co? Które pudła najpierw? - spytał chłopak.
- Te pod ścianą - rzuciła Vicki, ciągle mnie obserwując.
- Nie musicie nam pomagać - schyliłam się po pudło i nagle zauważyłam obok siebie Hazzę.
- Ale chcemy - powiedział zielonooki i zabrał ode mnie pudło.
- Dam sobie z tym radę.
- Nie wątpię - zakpił ze mnie chłopak i wyszedł na zewnątrz.
- Co za...
- Słodziak! Uroczy, prawda? - spytała Vicki.
- Prostak.
- Właściwie to masz rację, no bo przecież twój idol przyjechał sobie do twojego domu, pomaga Ci w przeprowadzce i chce ponieść za Ciebie pudełko, które jest naprawdę ciężkie...oh, co za prostactwo - zaczęła charakterystycznym tonem z nutą sarkazmu - nigdy nie widziałam gorszego zachowania!
- Dzięki.
- Jak mógł Cię tak potraktować?!
- Przestań.
- Czy on w ogóle myśli o tym co czujesz?!
- Victoria.
- Nie życzę sobie, żeby jakiś mega przystojny chłopak tak Cię traktował!
- Victoria, serio, zamknij się.
- Tak nie zachowuje się prawdziwy mężczyzna!
- To znaczy jak? - spytał Harry, który wszedł z powrotem do domu.
Nastała cisza. Chłopak zabrał więc kolejne pudło tak samo, jak Liam i chłopak, który nadal się nie przedstawił.
- Skończyłaś? - spytałam cicho.
- Dla Ciebie nigdy - warknęła.
Roześmiałyśmy się głośno, a po chwili zaczęłyśmy razem zanosić pudła. Kiedy skończyliśmy weszłyśmy jeszcze raz do pustego pokoju. Vicki uśmiechnęła się pod nosem i spuściła głowę.
- Hej...co jest - objęłam ją ramieniem.
- Nic. Nie wierzę, że babcia zostawiła to tak po prostu.
- Czasem trzeba zacząć od nowa.
- My zaczynamy?
- Nie. My tylko przechodzimy do kolejnego rozdziału - odparłam - Chodźmy już.
- Tylko zrobię zdjęcie.
- Czekam z chłopakami w samochodzie - uśmiechnęłam się i wyszłam.

/Oczami Vicki/:
     Otworzyłam drzwi czarnego samochodu i wsiadłam do niego. Spojrzałam jeszcze przez szybę na mały dom i uśmiechnęłam się. Kate całą drogę strzelała palcami, przez co mnie i chłopaka przechodziły małe dreszcze, a ona się śmiała. Zauważyłam, że Harry prowadzący samochód, co chwilę spuszcza wzrok z drogi i patrzy na lusterko, w którym odbijała się Kate. Nie zamierzałam się odzywać, chociaż w pewnym momencie cicho zachichotałam.
- Jedźmy na około - rzucił chłopak, widząc przez okno kilka fanek, biegnących już w naszym kierunku.
Harry otworzył na chwilę okno, ale dosłownie na chwilę, bo tylko zrobił sobie z nimi zdjęcia i jechaliśmy dalej.
- Skręć w lewo - pokazał Liam.
Wyjechaliśmy na długą prostą i zwiększyliśmy prędkość. Dopiero teraz zauważyłam, że jechaliśmy z zupełnie innej strony, niż jechał autobus. Jechaliśmy trochę pod górę.



- Bardzo daleko od centrum - powiedział Harry - dalej niż miałyście wcześniej. Nie wolałyście jakiegoś mieszkania? Bliżej?
- Ten dom to prezent - odezwała się Kate. Harry spojrzał na nas zaciekawiony.
- Można wiedzieć od kogo?
- Od mojej babci - odparłam.

     Byliśmy już prawie na miejscu, bo rozpoznałam ulicę. Zza chmury wyszło słońce i dopiero wtedy zauważyłam, że na drzewach już pojawiły się listki, co prawda małe, ale pojawiły się. Wiosna przyszła. I to ciepła. To dziwne, bo zawsze się mówi, że w Londynie pada i pada.
     Otworzyłam bramę i zaparkowaliśmy tuż przed schodami. Harry wyszedł na zewnątrz i spojrzał na dom.
- Szczerze mówiąc, spodziewałem się czegoś innego. Wypas. Macie basen?
- Mhm - przytaknęłam.
Chłopcy wnieśli pudła do domu i postawili je w salonie. Stali tak przez chwilę i rozglądali się, aż w końcu Harry się odezwał.
- Nie macie mebli.
- Ale jest kuchnia! I łazienka. A to jest najważniejsze - powiedziałam z entuzjazmem.

/Oczami Kate/:
- Gdzie będziecie spać? Na podłodze? - spytał Liam.
- Jeśli chcecie, możecie u mnie - rzucił Hazza.
- Sam śpisz u znajomych na poddaszu - zadrwiłam, a po chwili przybiłam z Vicki piątkę.
- Ummm...racja - odparł.
     Uśmiechnął się zakłopotany tym, w jaki sposób to powiedziałam. Mogło to zabrzmieć niemile, ale podobało mi się to, bo teraz był taki seksowny i jednocześnie słodki. Spojrzał mi w oczy, czego nie mogę znosić . Nie lubię kontaktu wzrokowego z chłopakami, którzy mi się podobają..."ALE TO JEST HARRY STYLES" powiedziałam sobie w myślach i walnęłam się po chwili w czoło.
     Zapewne pomyślał, że zachowuję się jak idiotka, ale co zrobię? To, że staram się zachowywać przy nim normalnie nic nie daje. Zawsze odzywa się we mnie Directionerka. Tego nie da się całkiem opanować. I tak jestem zadowolona z tego, że nie rzucam mu się co chwilę na szyję. Choć tak bardzo bym chciała to robić... "KATE!"
- Czemu krzyczysz swoje imię?
Ocknęłam się, gdy usłyszałam to pytanie. Vicki patrzyła na mnie zdziwiona.
- Yyyyyyyyy skarciłam się za to, że zapomniałyśmy kupić łóżko - wydukałam - nie mamy nawet poduszek.
- Wzięłam materac - pokazała na pudło, a reszta się zaśmiała.
     Chłopcy mieli swoje sprawy, więc ich nie zatrzymywałyśmy. Wyściskałyśmy ich mocno, nawet nowego kolegę i wyszłyśmy przed dom.
- Pa - powiedziałam trzymając nadal Stylesa w objęciach. Robiło się trochę niezręcznie, ale nie obchodziło mnie to.
"Boże, jak Ty cudownie pachniesz"  pomyśłałam i puściłam go. Pomachałyśmy im jeszcze i odjechali.
- Co Ty na to, żeby pojechać do... IKEI? - zaśmiała się Vicki.
- Jak na lato, ale czemu się śmiejesz?
- Nie wiem. Dzwonię do Alexa - wyciągnęła telefon, a ja przewróciłam oczami.

     Siedziałyśmy w samochodzie z Alexem, Chrisem i Davem. Śpiewaliśmy "Starships"Nicki Minaj i strasznie się przy tym śmialiśmy. Gdy zaparkowaliśmy na wielkim placu, weszliśmy do OGROMNEJ Ikei.
- Chodźcie! - Chris złapał Vicki za rękę i zaczął biec.
- Dzień dobry! - krzyknęłam do mężczyzny, który spojrzał na nas, gdy przebiegaliśmy obok.
Po chwili dotarliśmy w miejsce, gdzie wszędzie były łóżka. Każdy z chłopaków rzucił się na jakieś.
- To jest świetne!
- W tym mógłbym zostać do końca życia.
- Z tego nigdy bym nie wyszedł.
Każdy z nich miał odmienne zdanie. Chodziłam od łóżka do łóżka i kładłam się na każdym. Vicki zamierzając usiąść na jednym z nich, rzuciła się na nie.
- Boże, jakie twarde! - krzyknęła.
Podeszła do kolejnego i delikatnie na nim usiadła, a raczej zapadła. To było chyba dla niej miękkie. Za miękkie.
- Wszystko zależy od materacu. On odgrywa największą rolę - odezwał się do niej wysoki, przystojny mężczyzna.
- Aha - odparła z rozdziawioną buzią, jakby straciła kontakt.

/Oczami Vicki/:
- W takim razie pomoże mi pan?
- Od tego tu jestem - mężczyzna uśmiechnął się, a ja poczułam, że się rozpływam.
Chodziłam za facetem jak jakaś zaczarowana, gdy dorwała mnie Kate.
- Vicki, przestań się tak na niego gapić - szepnęła, szarpiąc moim ramieniem.
- Dlaczego?
- On jest od Ciebie co najmniej o 10 lat starszy!
- No i co z tego?
- Pojebało Cię? Przyszłyśmy kupić łóżka.
- Przecież ja nic nie robię - szepnęłam.
- Z tego co mi pani powiedziała, wnioskuję, że ten materac jest idealny - przerwał nam mężczyzna.
Położyłam się na łóżku. Zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się. Gdy je otworzyłam spojrzałam na Kate i przystojniaka.
- I jak? - spytał.
- Ten jest najlepszy. Położy się pan obok mnie? - spytałam, przekręcając się na bok i poklepałam materac.
Oczy Kate zrobiły się wielkie, a ona sama rozdziawiła usta. Nie wytrzymałam i roześmiałam się, tak samo jak mężczyzna.
- Żartowałam! - poklepałam przyjaciółkę po ramieniu, która też nie mogła się powstrzymać.
- Głupia jesteś! - walnęła mnie w ramię, a ja jej po chwili oddałam.

     Na zakupy pojechaliśmy tylko po dwie rzeczy, a wracaliśmy całą ciężarówką. Tak. Oto zakupy nastolatków w Ikei. Ale kupiłyśmy rzeczy, które i tak prędzej czy później znalazłyby się w tym domu. Jakże mili panowie wszystko wnieśli do domu, a chłopcy poustawiali byle gdzie, bo i tak na następny dzień, musiałybyśmy je i tak przesuwać. Zjadłyśmy na kolację rogaliki, które kupiłyśmy i zamiast iść spać, musiałyśmy ogarnąć parę rzeczy. Zdarłyśmy folie z materaców i ubrałyśmy kołdry i poduszki w pościel. Łóżka miałyśmy gotowe do spania. Nasze pokoje wyglądały prymitywnie. Nie było w nich niczego, oprócz łóżek. Zupełna pustka. Chociaż tyle, że łazienki i kuchnia były wykończone.
- Katie...Chodźmy już spać, błagam. Zaraz północ.
- Cicho. Normalnie idziesz spać o 1 w nocy, a teraz wytrzymać nie możesz?
- Zrobimy to jutro.
- Wiesz co? Masz racje - kopnęła jedno pudło - idziemy spać.
     Tak jak było powiedziane, tak zrobiłyśmy. Trochę czułam się nieswojo. Nie dość, że spałam w nowym miejscu, to sama. Przyzwyczaiłam się do spania z Kate. Może teraz nie będę dostawać jej łokciem w twarz. W końcu jednak zasnęłam. Musiałam się wyspać. Następnego dnia czekało na nas mnóstwo roboty...

____________________________________________________________________________

Rozdział - tandetny, zresztą wszystko mi jedno, chyba nikt tego nie czyta, oprócz moich dwóch przyjaciółek, którym dedykuję ten rozdział.

2 komentarze:

  1. Ej no! ja to czytam.
    Pierwsza moja myśl gdy tu weszłam "Co to kurwa?! Nowy rozdział?!!!!!!??? :OOO" i taki szok.
    :)))))))))
    rozdziała piękny xxxx

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy następny?
    Jestemseja

    OdpowiedzUsuń